Bataty z pieczoną fetą

W listopadzie jakoś nie mogłam się odnaleźć, a w gorsze dni marzyłam o czymś pysznym do jedzenia – padało na pieczone warzywa.

Lubię bataty za ich lekko słodki smak, który komponuje się i ze słonym i z ostrym, a nawet słonym. Poniżej znajdziecie przepis z książki Sirocco, który nie raz ratował mnie w listopadzie, m.in. dzięki temu, że jest szybki.

Bataty z pieczoną fetą (4-6 porcji)

  • 1,5 kg batatów
  • 4-5 łyżki oliwy lub oliwy czosnkowej
  • 1 kostka fety
  • 3 łyżeczki oregano/ ziół prowansalskie
  • 2 łyżki jogurtu greckiego
  • sól morska, świeżo zmielony pieprz

Bataty obieramy (lub porządnie szczotkujemy pod wodą) i kroimy w łódki. W międzyczasie rozgrzewamy piekarnik do 220 stopni.

Składamy arkusz folii aluminiowej na pół i odkładamy go na bok.

Bataty pieczemy 20 minut. Po tym czasie wyjmujemy blaszkę z piekarnika i przewracamy łódeczki na drugą stronę. Jeśli mamy miejsce na tej samej blasze, kładziemy na niej przygotowaną wcześniej folię aluminiową i kładziemy na niej fetę. Jeśli nie, kładziemy arkusz folii z fetą na drugiej blaszce.

Na drugiej blasze wyłożonej papierem do pieczenia kładziemy bataty. Polewamy je oliwą (jeśli nie mamy czosnkowej możemy pokroić ząbki czosnku), solimy oraz pieprzymy i mieszamy rękoma, by wszystko bataty dobrze pokryły się oliwą.

Całość pieczemy przez 10-12 minut, aż bataty zrobią się miękkie i zarumienione. Po tym czasie fetę przekładamy do miseczki i mieszamy ją z jogurtem oraz ziołami. Dokładnie mieszamy.

Łódeczki wykładamy na talerz i łyżeczką nakładamy przygotowany dip, posypując dodatkowo ziołami i ew. solą oraz pieprzem.

Marchewka w duchu zero waste

Czy Wy też czasem przegapicie moment świeżości warzysz, które macie w domu? Ja, z przykrością, przyznaję, że tak. Mimo, że staram się kupować ich mało, a często, by zawsze były świeże, to zdarzają się niedopatrzenia i nagle, z pięknej rzodkiewki czy marchewki robi się coś, co nią jest ale już na nią nie do końca wygląda.

I choć staram się dobrze przechowywać warzywa i owoce, by przedłużyć ich żywot, to… Dobrze jest też znać sposoby na warzywa i owoce drugiej świeżości. I wtedy z pomocą przychodzi mi m.in. książka Sylwi Majcher – Gotuję, nie marnuję. Kuchnia zero waste po polsku. I to w niej właśnie znalazłam prosty, szybki i smaczny sposób na taką zapomnianą marchewkę.

Karmelizowane marchewki z sezamem wg Sylwi Majcher

  • marchewki
  • masło
  • miód
  • sezam
  • natka pietruszki
  • sól wg uznania

Marchewkę myjemy, obieramy (jeśli jest to młoda marchew wystarczy ją wyszczotkować podczas mycia) i kroimy w kawałki. W garnku gotujemy osoloną wodę. Gdy już będzie wrzeć, wrzucamy marchewki i gotujemy 3 minuty. Po ich upływie odcedzamy i lekko osuszamy marchewki. Na patelni lub w garnku roztapiamy 3 łyżki masła i dodajemy do nich marchewki, które przesmażamy ok 5 min. Następnie dodajemy łyżkę miodu i dusimy przez 2 minuty. Od czasu do czasu możemy przemieszać marchewki, by pokryły się sosem. Gotowe marchewki, po lekkim przestudzeniu posypujemy sezamem i natką. Można je też polać sosem, a jeśli wyszło nam go sporo, możemy pomoczyć w nim kawałki chleba- są pyszne i polecam nawet lekko czerstwe kawałki, które niczym gąbka wchłonął sos i będą rewelacyjnym dodatkiem do marchewki czy też po prostu jako przekąska.