Chilli con carne

Jakiś czas temu dostałam do przetestowania paczkę PR od Nielone Polska – ekipy z Poznania, która stworzyła roślinny odpowiednik mielonego mięsa. Chili con carne chodziło za mną od dawna a paczka do przetestowania była przysłowiową kropką nad „i”, by je przygotować. Ale zanim przejdziemy do przepisu kilka słów o głównym bohaterze dania.

Skąd się wziął pomysł na Nielone? W czasach gdy coraz więcej z nas ogranicza mięso lub całkowicie z niego rezygnuje dobrze mieć choć namiastkę mięsa. Nielone powstało, by zaspokajać tę potrzebę bez wykorzystywania zwierząt. Tym samym dbamy o środowisko zmniejszając ślad węglowy przy jego produkcji. Co więcej, nie tracąc na jakości i smaku. Nielone wygląda i zachowuje się jak mięso, a jego zapach (lekko słony) jest również zbliżony do „oryginału”. To, co najbardziej mi się spodobało to brak zapachu „smażaka”, który często towarzyszy przy smażeniu mięsa. Nielone nie potrzebuje tłuszczu, a jeśli już to jego znikomą ilość. Przy pulpecikach, które przygotowywałam dzień później nie musiałam używać jajka, dzięki czemu mogą go jeść weganie. Samo „mięso” jest delikatne w smaku, bez przypraw może być podawane również dzieciom. Po przyprawieniu i przygotowaniu chilli con carne nie było najmniejszej różnicy między mielonym a mięsem. Chili jedli nieświadomi mięsożercy i byli bardzo zaskoczeni, gdy dowiedzieli się, że jedzą roślinny odpowiednik mięsa. Przy pulpecikach różnica w smaku była już bardziej wyczuwalna, ale wciąż przypominało w smaku i fakturze mięso.

Oprócz walorów smakowych i zapachowych Nielone zrobiło na mnie wrażenie również swoim składem:

A teraz czas na… pikantne chili con carne – idealne na jeszcze lekko chłodne, wiosenne dni.

Chili con carne

składniki:

  • 500 g nielonego
  • 2-3 puszki krojonych pomidorów
  • 1 cebula
  • 2 spore ząbki czosnku
  • 1,5 łyżeczki chilli w proszku
  • 1 łyżeczka kuminu
  • 1 łyżeczka słusznego oregano
  • 1 łyżeczka sproszkowanej czerwonej papryki
  • 1,5 łyżki koncentratu/przecieru pomidorowego
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 czerwona papryka
  • 1 puszka kukurydzy
  • 1 puszka czerwonej fasoli
  • jogurt
  • chili
  • świeża kolendra
  • nachosy/ryż
  • oliwa
  • sól, pieprz
  • 100 ml wody – opcjonalnie

Na patelni rozgrzewamy oliwę. Cebulę i czosnek szatkujemy na drobno i podsmażamy, aż się zeszkli. Dodajemy chilli w proszku, paprykę, oregano oraz kumin. Mieszamy. Chwilę smażymy, a następnie dodajemy przecież pomidorowy i dokładnie mieszamy. Podsmażamy kilka minut po czym dodajemy nielone (lub w wersji dla mięsożerców mielone mięso). Dokładnie mieszamy, by wszystkie składniki pokryły mięso. Smażymy.

Gdy mięso będzie już podsmażone dodajemy pomidory. Ostrożnie mieszamy. Dodajemy sól, pieprz i cukier. Ponownie mieszamy. Przykrywamy i dusimy ok 20 min. W tym czasie kroimy w grubą kostkę paprykę. Odsączamy i płuczemy kukurydzę i fasolę. Po upływie ok. 20 min dodajemy paprykę i dusimy przez 5-10 min. Na koniec dodajemy kukurydzę i fasolę. Jeśli chili wyszło zbyt gęste możemy dodać ok 100 ml wody.

Przygotowane chili podajemy z ryżem lub nachosami z dodatkiem jogurtu i kolendry oraz świeżego chili.

Muffinki dla Babci i Dziadka

Delikatnie waniliowe i wilgotne mufinki – idealne z owocami, jak i ulubionym dżemem. Idealne na szybki dodatek do kawy, na niespodziewaną wizytę gości czy… własnoręcznie przygotowany prezent prosto z serca. W sam raz na prezent dla Dziadków z okazji ich święta.

Muffinki dla Babci i Dziadka (8-10 sztuk)

Składniki:

  • 1 łyżeczka sody
    • 130 g drobnego cukru albo 80g drobnego brązowego cukru 50 g jasnego drobnego cukru
    • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
    • 250 g mąki pszennej
    • 1 duże jajko
    • 180 ml maślanki lub kefiru
    • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii lub aromatu waniliowego
    • 100-125 ml oleju słonecznikowego/ rzepakowego
    • 250 g borówek/malin/jagód świeżych lub mrożonych
    • ulubiony dżem*

W jednym naczyniu łączymy ze sobą mokre składniki: esencję, olej, jajko, maślankę/kefir. Mieszamy rózgą, dodajemy cukier i ponownie mieszamy wszystkie składniki

W drugim naczyniu łączymy mąkę, sodę oraz proszek do pieczenia. Mieszamy. Następnie przelewamy mokre składniki do suchych i mieszamy do połączenia składników – ciasto nie musi być gładkie. Następnie dodajemy owoce i delikatnie mieszamy.

Gotowe ciasto przekładamy do formy wyłożonej papilotkami – na wysokość ok. 3/4 papilotki. Pieczemy ok. 25 minut w 170 stopniach (góra – dół) albo do suchego patyczka. Gdy użyjemy mrożonych owoców czas pieczenia może się trochę wydłużyć.

*Jeśli zdecydujemy się na mufinki z dżemem, nakładamy do papilotki łyżeczkę ciasta, a na nią łyżeczkę dżemu. Następnie nakładamy kolejną porcję masy tak, by zakryła ona (nie musi być idealnie) dżem.

Upieczone mufinki przekładamy na kratkę, by ostygły przed zjedzeniem.

Blok czekoladowy a’la snickers

Nie wiem jak Wy, ale jesienią zawsze jem więcej czekolady – o ile jest to jeszcze w ogóle możliwe… Ten blok czekoladowy, który przypomina w smaku snickersa jest dla mnie hitem tegorocznej jesieni. Przepis pochodzi z książki „Słodka kuchnia roślinna” autorstwa Idy Kulawik

  • 1 słoik (ok. 340 g) twardego masła orzechowego
  • 3-4 łyżki oleju kokosowego
  • 5 łyżek ksylitolu/cukru/erytrolu
  • 1 tabliczka gorzkiej czekolady (może być pół na pół z mleczną – jednak wtedy blok nie będzie wegański)
  • 1 szklanka solonych orzeszków ziemnych
  • 1 szklanka (lub więcej) płatków kukurydzianych

Masło orzechowe rozpuszczamy w garnku razem z olejem kokosowym i cukrem, mieszając cały czas by się przypaliło.

Następnie dodajemy połamaną czekoladę i nadal mieszamy do momentu, aż się rozpuści i połączy z olejem i masłem orzechowym. Gdy to nastąpi, zestawiamy garnek z ognia i dodajemy orzeszki oraz płatki kukurydziane. Całość delikatnie mieszamy i przekładamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Po wystudzeniu masy, wkładamy blachę do lodówki – najlepiej na całą noc.

Bataty z pieczoną fetą

W listopadzie jakoś nie mogłam się odnaleźć, a w gorsze dni marzyłam o czymś pysznym do jedzenia – padało na pieczone warzywa.

Lubię bataty za ich lekko słodki smak, który komponuje się i ze słonym i z ostrym, a nawet słonym. Poniżej znajdziecie przepis z książki Sirocco, który nie raz ratował mnie w listopadzie, m.in. dzięki temu, że jest szybki.

Bataty z pieczoną fetą (4-6 porcji)

  • 1,5 kg batatów
  • 4-5 łyżki oliwy lub oliwy czosnkowej
  • 1 kostka fety
  • 3 łyżeczki oregano/ ziół prowansalskie
  • 2 łyżki jogurtu greckiego
  • sól morska, świeżo zmielony pieprz

Bataty obieramy (lub porządnie szczotkujemy pod wodą) i kroimy w łódki. W międzyczasie rozgrzewamy piekarnik do 220 stopni.

Składamy arkusz folii aluminiowej na pół i odkładamy go na bok.

Bataty pieczemy 20 minut. Po tym czasie wyjmujemy blaszkę z piekarnika i przewracamy łódeczki na drugą stronę. Jeśli mamy miejsce na tej samej blasze, kładziemy na niej przygotowaną wcześniej folię aluminiową i kładziemy na niej fetę. Jeśli nie, kładziemy arkusz folii z fetą na drugiej blaszce.

Na drugiej blasze wyłożonej papierem do pieczenia kładziemy bataty. Polewamy je oliwą (jeśli nie mamy czosnkowej możemy pokroić ząbki czosnku), solimy oraz pieprzymy i mieszamy rękoma, by wszystko bataty dobrze pokryły się oliwą.

Całość pieczemy przez 10-12 minut, aż bataty zrobią się miękkie i zarumienione. Po tym czasie fetę przekładamy do miseczki i mieszamy ją z jogurtem oraz ziołami. Dokładnie mieszamy.

Łódeczki wykładamy na talerz i łyżeczką nakładamy przygotowany dip, posypując dodatkowo ziołami i ew. solą oraz pieprzem.