Artysta drzemie w każdym z nas…

A gdyby tak móc zjeść u artystów i wśród artystów? Gdyby tak móc siąść w lekko przydymionej atmosferze, wśród cegieł, ciemnego drewna, obrazów… Przy cichej muzyce, która jest, a jakby jej nie było. Gdyby na ścianach wisiały obrazy, szkice… A w piwniczce spotkać się na potajemnym spotkaniu ze znajomymi, by móc tworzyć nowe historie…By móc poczuć się jak artysta, który przyszedł odszukać swoją wenę…

Jest na olsztyńskiej starówce miejsce, które działa już 26(!) lat. Miejsce, o którym wie chyba każdy Olsztynianin, a jednak lekko zapomniane, osnute lekką tajemnicą.

Restauracja u Artystów od lat gości w swoich progach każdego, kto ma w sobie choć coś z artysty. Trafiłam tam po raz pierwszy ok. 7 lat temu. Moją uwagę przykuły liczne obrazy na ścianach, piękna cegła i to, co pojawiło się na talerzach. Czas jednak mijał, moje wspomnienia przykrył kurz tak, jak pokrywa on zapomniane obrazy. Aż do tych wakacji, gdy pewnej nocy dostałam zasyp wiadomości od mojej Przyjaciółki… Ciężko było mi je zrozumieć w środku nocy i dopiero rano, po kilkukrotnym ich przeczytaniu i telefonicznym sprostowaniu U Artystów znowu zaczęło chodzić po mojej głowie.

l tak w ostatnią letnią i ciepłą środę zapukałam do drzwi U Artystów…

Na dzień dobry dostałam piękny i szczery uśmiech Magdy i Artura, którzy opiekowali się nami przez naszą całą wizytę. A że po pracy człowiek głodny, na rozgrzewkę poprosiłam o pielmieni z mięsem wieprzowym z kruszonką z bułki tartej i masłem. W tych małych pierożkach kryje się tyle dobra, że z każdym kolejnym kęsem, każdym kolejnym pierożkiem cieszyłam się coraz bardziej, nie tylko aromatem ale i smakiem ukrytego w nich mięsa… i do tego ta kruszonka z bułki i masła. Trudno było powstrzymywać uśmiech na twarzy podczas jedzenia.

Gdy pierwszy głód został zaspokojony przede mną pojawił się talerz wypełniony tagiatelle ze szpinakiem, fasolką szparagową i fetą. Danie wydawałoby się dość proste, jednak nie każdemu udaje się dobrze doprawić szpinak tak, by wydobyć z niego to, co najsmaczniejsze. Nie mdły, nie za mało lub za bardzo słony czy pierny. Wszystko było w punkt. A feta podkreślała dodatkowo jego smak.

Nie byłabym też sobą, gdybym nie podjadała innym z talerza. Dzięki temu miałam okazję spróbować steków minutowych z sosem z zielonego pieprzu z młodymi ziemniakami i sezonową sałatką. Nie jestem fanką piernych potraw i trochę obawiałam się, że smak sosu zdominuje delikatne steki, jednak w bardzo fajny sposób podkręcił smak mięsa, które było bardzo delikatne i wręcz rozpływało się w ustach.

Na drugim talerzu, z którego skubnęłam był mus z kalafiora i młodych ziemniaków, który okazał się petardą oraz filet z kurczaka nadziewany serkiem śmietankowym z pietruszką i czarnuszką.

A na koniec, zamiast deseru spróbowałam pysznego i orzeźwiającego drinka autorstwa Artura.

Cieszy mnie bardzo to, co widziałam U Artystów nie tylko na żywo, ale też na Instagramie. Nowy kucharz, który pracuje od kwietnia, młody, pełen energii i pomysłów zespół, który „to” czuje, któremu się chce. Ducha zmian widać nie tylko po zmianach w karcie, z tego, co podpytałam wiem, że to jeszcze nie koniec, a rozgrzewka przed tym, co ma nastąpić. A zmiany, które idą mają też dotknąć samego lokalu i jego wystroju. Mam nadzieję, że dzięki tym zabiegom i staraniom U Artystów przypomni o sobie Olsztynianom, pokaże, że każdy może się u nich odnaleźć. Przyjść, usiąść, zjeść w przyjemnej i naprawdę ciepłej atmosferze, a czasem i w towarzystwie lokalnych artystów, którzy często się u nich pojawiają i wystawiają swoje obrazy, które można też zakupić.

Lubię i podziwiam zapał i chęć działania, gdy pasja łączy się z pracą, a patrząc i słysząc, jak pracownicy mówią o swoim szefie, kucharzu, miejscu pracy i klientach, jak o nich dbają to, to nie może skończyć się źle.

Czekam z niecierpliwością na zmiany, o których słyszałam… I może na trochę więcej pozycji dla wegetarian/wegan, niż dwie. Czekam. I oficjalnie obiecuję, że już nigdy nie zrobię sobie takiej przerwy od U Artystów.