Sałatka na dwa sposoby

Od dłuższego już czasu ograniczam mięso na rzecz warzyw czy jego wege zamienników… Jednak od czasu do czasu pozwalam sobie na wędlinę, czy coś bardziej konkretnego. Nie raz zdarzało mi się szykować dwa talerze – z mięsem i bez… Tak było też ostatnio. Ta szybka sałatka zadowoli zarówno mięso jak i roślinożerców… I jak to już powoli i tradycyjnie nam wychodzi jest to danie z serii #zpojemnikaurzednika . Przed Wami sałatka z pieczonym indykiem lub awokado.

Sałatka z indykiem, awokado i grzankami (2 porcje)

  • 4 – 5 garści mixu sałat
  • 1 – 2 awokado (w wersji wege dajemy więcej awokado)
  • ok 50 g pieczonego indyka/kurczaka (może być też chuda wędlina)
  • garść pełnoziarnistych grzanek (możemy wykorzystać czerstwe pieczywo)
  • 2 dymki/szczypior
  • ok 50 g parmezanu w płatkach
  • suszone pomidory (wersja wege)

dressing:

  • oliwa z oliwek
  • ocet balsamiczny
  • sól, pieprz

Mieszankę sałat przekładamy na talerze. Następnie kroimy w kostkę wędlinę i awokado i nakładamy je na sałatę. W wersji wege zwiększamy ilość awokado i dodajemy suszone pomidory (jeśli są duże można je pokroić w kostkę). Całość posypujemy parmezanem i grzankami. Na sam koniec polewamy dressingiem przygotowanym w skali 1 łyżka oliwy do 1 łyżeczki octu (lubię, gdy sosu jest dużo, dlatego nie podaję dokładnych proporcji).

Pomidorowe pulpeciki z indyka

Szybkie pulpeciki, które można wykorzystać do sałatki, na obiad czy do pudełka do pracy albo jako fingerfood na weekendowe spotkanie ze znajomymi.

Pomidorowe pulpeciki z indyka, ok. 10 sztuk

  • 250 g mielonego mięso z indyka
  • 2-3 łyżki kaszy manny lub namoczona bułka
  • 1 jajko
  • 2 łyżki pomidorowego pesto (jeśli nie macie pesto, a pomidory są w oleju/zalewie, to 2 łyżki takiej zalewy)
  • 4 suszone pomidory
  • zioła prowansalskie, natka pietruszki
  • sól, pieprz
  • 1/2 cebuli
  • 1 ząbek czosnku

Cebulę i czosnek szatkujemy. Na patelni rozgrzewamy pesto lub olej z zalewy suszonych pomidorów i podsmażamy cebulę oraz czosnek, aż będą miękkie. Suszone pomidory kroimy w paski.

Do miski przekładamy mielone mięso, dodajemy jajko, pokrojone pomidory, zioła, cebulę oraz czosnek, a także kaszę mannę lub namoczoną w mleku bułkę. Dokładnie mieszamy. Doprawiamy solą i pieprzem.

Piekarnik rozgrzewamy do stopni. Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia. Formujemy z mięsa pulpeciki i lekko je dociskamy. Pieczemy ok. 20-25 minut (może je też usmażyć na patelni).

W wersji fingerfood formujemy mniejsze pulpeciki lub placuszki i możemy je podawać z sosem czosnkowo – koperkowym lub czosnkowym z ziołami prowansalskimi.

Muffinki dla Babci i Dziadka

Delikatnie waniliowe i wilgotne mufinki – idealne z owocami, jak i ulubionym dżemem. Idealne na szybki dodatek do kawy, na niespodziewaną wizytę gości czy… własnoręcznie przygotowany prezent prosto z serca. W sam raz na prezent dla Dziadków z okazji ich święta.

Muffinki dla Babci i Dziadka (8-10 sztuk)

Składniki:

  • 1 łyżeczka sody
    • 130 g drobnego cukru albo 80g drobnego brązowego cukru 50 g jasnego drobnego cukru
    • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
    • 250 g mąki pszennej
    • 1 duże jajko
    • 180 ml maślanki lub kefiru
    • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii lub aromatu waniliowego
    • 100-125 ml oleju słonecznikowego/ rzepakowego
    • 250 g borówek/malin/jagód świeżych lub mrożonych
    • ulubiony dżem*

W jednym naczyniu łączymy ze sobą mokre składniki: esencję, olej, jajko, maślankę/kefir. Mieszamy rózgą, dodajemy cukier i ponownie mieszamy wszystkie składniki

W drugim naczyniu łączymy mąkę, sodę oraz proszek do pieczenia. Mieszamy. Następnie przelewamy mokre składniki do suchych i mieszamy do połączenia składników – ciasto nie musi być gładkie. Następnie dodajemy owoce i delikatnie mieszamy.

Gotowe ciasto przekładamy do formy wyłożonej papilotkami – na wysokość ok. 3/4 papilotki. Pieczemy ok. 25 minut w 170 stopniach (góra – dół) albo do suchego patyczka. Gdy użyjemy mrożonych owoców czas pieczenia może się trochę wydłużyć.

*Jeśli zdecydujemy się na mufinki z dżemem, nakładamy do papilotki łyżeczkę ciasta, a na nią łyżeczkę dżemu. Następnie nakładamy kolejną porcję masy tak, by zakryła ona (nie musi być idealnie) dżem.

Upieczone mufinki przekładamy na kratkę, by ostygły przed zjedzeniem.

Moja W(armia)iM(azury)LANDIA…

Urodziłam się w Biskupcu, niewielkim miasteczku, za którego granicami kończy się Warmia. Od małego uczono mnie, że mieszkam na Warmii, nie na Mazurach, chociaż te dwie geograficzne, a także kulturowe krainy są ze sobą połączone od lat. Jest to więź trudna, pełna bolesnych momentów, jednak zarazem silna, poprzez „supły”, które powstały przez lata ich istnienia. Nie wiem, czy mogę o sobie mówić „lokalna patriotka”. Nie wiem, czy zasługuję na taki tytuł. Moja rodzina nie pochodzi stąd. Rodzice mojej mamy przyjechali na te tereny na początku lat 50-tych XX w. Rodzina taty pochodzi z łódzkiego, a on sam przyjechał na Warmię ponad 40 lat temu. A mimo to, czuje się Warmiakiem. Ja sama czuję się Warmianką. I gdy ktoś mówi, że jedzie do Olsztyna na Mazury, obrzucam go pogardliwym spojrzeniem i z rzadką sobie stanowczością w głosie mówię „Na Warmię. Olsztyn leży na Warmii, nie na Mazurach”.

Warmia i Mazury to tygiel kultur, narodowości, tradycji… I chociaż przez te wszystkie lata zanikła prawie całkowicie gwara, zarówno warmińska, jak i mazurska. W sumie wszystko to, co warmińskie i mazurskie. Nie każdy chciał przyznawać się do bycia Warmiakiem, czy Mazurem – nie każdy się nim czuł. Jedni czuli się Warmiakami, inni Prusami, bo przecież przez lata były tu Prusy, czyli Niemcy. Jeszcze inni Mazurami, Polakami. To jednak, z biegiem lat, wsród mieszkańców regionu, którzy nie raz byli zmuszeni do opuszczenia swoich domów, a w międzyczasie inni byli zmuszani do zamieszkania na tych ziemiach, zaczęła rodzić się potrzeba powrotu do „siebie” i głośnego mówienia o warmińskiej kulturze.

Zadanie to nie należy do najłatwiejszych. Powojenne losy Warmii i Mazur oraz ich mieszkańców sprawiły, iż niewiele informacji się zachowało. Jednak istnieją osoby, którym na sercu leży odkrywanie zarówno przed mieszkańcami, jak i gośćmi regionu jego historii i tradycji… Również tych kulinarnych. I tak właśnie, z połączenia miłości do jedzenia i regionu oraz jego kuchni powstała Restauracja Cudne Manowce. Jej właściciele, Agnieszka i Tomasz, tak jak mieszkańcy Warmii i Mazur, szukali przez lata swojego „ja”. I tak właśnie odnaleźli je w kuchni regionalnej, stawiając nie tylko na regionalne receptury, ale i na miejscowych dostawców i sezonowość swojego menu. Tym samy, Cudne Manowce dołączyły Sieci Dziedzictwa Kulinarnego Warmii Mazur i Powiśla. Symbol przynależności do Sieci, który zobaczycie na wejściu jest gwarancją, że Cudne Manowce są swojego rodzaju kulinarnym źródłem wiedzy o historii regionu i  ludzi mieszkających na Warmii i Mazurach. Ich kuchnia posiadania dania wielokulturowe, wielonarodowe, które od lat tworzą społeczność Warmii Mazur i Powiśla. Co więcej, Cudne Manowce od 2017 roku otrzymują wyróżnienie (czapkę) w Przewodniku Gault&Millau (prestiżowego przewodnika kulinarnego uznawanego i szanowanego na całym świecie, wydawanego w Polsce od 2015 roku), nazywanego również Żółtym Przewodnikiem, który jest podręcznym wyposażeniem bagażu podróżujących po Polsce foodies. Niedawno zostały też wyróżnione przez twórców programu Widelcem po mapie produkowanego przez kanał Kuchnia Plus.

Co więcej, z tych poszukiwań smaków regionu i starań, by odzyskać zapomniane i stare przepisy, receptury oraz chęci tworzenia współczesnej tożsamości regionu, życia w trybie slow life, które sprzyja i ludziom i naturze powstała WiMlandia. Tajemnicza kraina, którą zwiedzisz pośród pięknej przyrody, tym samym spotykając i poznając dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze Warmii i Mazur. WiMlandia to innymi słowy grupa małych przedsiębiorców z branży gastronomicznej, agroturystycznej, rękodzieła, usług turystycznych, lokalnych producentów żywności oraz środowiska naukowego. Promuje ona lokalną kulturę i wspiera lokalnych twórców i lokalne rękodzieło.

Cudne Manowce od początku stawiały na współpracę z lokalnymi dostawcami, dzięki czemu produkty są ze sprawdzonych źródeł i najwyższej jakości. A jedząc tradycyjne dania, takie jak choćby karmuszka – mazurska zupa przypominająca zupę gulaszową, pełna mięsa i warzyw, fasoli, ciecierzycy i majeranku, którego charakterystyczny słodko- gorzki posmak, odzwierciedla historię Warmii i Mazur. Smak regionu odnajdziecie też w dzyndzałkach warmińskich z wołowina i skrzeczką- wypełnionych mięsem lub kaszą gryczaną, zwaną hreczką, która jest ważnym elementem kuchni warmińskiej. Nie można zapomnieć o podpłomykach z olejem rzepakowym z Glotowa, letniej zupie z pokrzyw ze ślimakami w śmietanie, gryczanych kopytkach, kiszonym topinamburze czy maści czarownic do latania (jest to smarowidło z tłuszczu z gęsi, wieprzowego oraz podrobów z gęsi, cebuli i jabłek).

A za czasów, gdy na Warmii i Mazurach żyły czarownice znana była ze swoich właściwości halucynogennych. A musicie wiedzieć, że ostatni proces czarownicy (tj. kobiety oskarżonej o czary) w Polsce proces i egzekucja kary przez spalenie, odbył się w sierpniu 1811 roku w Reszlu. Ostatnią spaloną na stosie „czarownicą” była Barbara Zdunk. Jej tragiczna historia ma swój początek od oskarżenia o wywołaniu pożaru, który w 1807 roku strawił prawie całą zabudowę Reszla. Jednak wersja stworzona przez Cudne Manowce przy pomocy profesora Stanisława Czachorowskiego jest bezpieczna pod każdym względem…No, chyba, że przesadzimy z jej ilością, wówczas mogą pojawić się objawy lekkiego przejedzenia…

Cudne Manowce, które na co dzień przyjmowały gości na Starówce, jak wszystkie lokale gastronomiczne w obecnej sytuacji musiały zmienić zasady swojego funkcjonowania. Mimo otwartych drzwi, nie możemy już zasiąść przy drewnianych stołach wśród warmińskich motywów, weselnych koników, obok grantowego, ceramicznego pieca, starego kredensu czy pod oknem z warmińską wycinanką.

Jednak Cudne Manowce, jak prawdziwi Warmiacy i Mazurzy nie poddają się łatwo, i mimo ciężkich czasów zostają wierni swoim kulinarnym przekonaniom i ideałom. Dziś każdy z nas może sprowadzić do swojego domu odrobinę regionalnej kuchni, lokalnego dostawcę i jego wyroby. Z potrzeby sytuacji powstały Delikatesy Warmińskie. Jest to zbiór wyrobów przygotowanych na bieżąco na miejscu. Zup, m.in. wspomnianej wcześniej kamuszki, zupy dyniowej, barszczu ukraińskiego, czy ogórkowej. To też leczo i fasolka po bretońsku, marynowany karaś czy okoń, nóżki czy gęś w galarecie, wyjątkowe kiszonki, np. kiszony brokuł czy nasturcja.

W Manowcowych lodówkach zaopatrzyć się można w produkty od lokalnych producentów, m.in w sery od Koziej Farmy Złotnej, wędliny z Zakładów Wędliniarskich Flis-Pol, ryby z Tradycyjnej Wędzarni Warmińskiej, miody Wowka. Warto również zwrócić uwagę na szeroką paletę regionalnych alkoholi m.in. Browar Ukiel oraz Kormoran, który z okazji swojego 20-lecia, odtworzył razem z Pracownią Kopernikańską Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie Gruit Kopernikowski – napój alkoholowy, którego podstawą jest właśnie ziołowy gruit.

Wśród pełnych lodówek i półek #DelikatesówWarmińskich coś dla siebie znajdą również fani ziół, octów a nawet ręcznie robionej biżuterii. Wszystkie potrawy, za wyjątkiem produktów takich jak sery i wędliny, są pakowane w słoiki i mogą stać w lodówce przez jeszcze 2 tygodnie od ich przygotowania. Te „słoiki” dają poczucie domowego, tradycyjnego przechowywania żywności, szykowania weków, które kiedyś dawały poczucie zabezpieczenia. Dzisiaj często, choć wyśmiewane, dają nam poczucie domowego ciepła i ogniska.

Dzięki pomysłowości i faktycznemu przełożeniu haseł „wspieram lokalnych przedsiębiorców i lokalną gastronomię” w czyny Cudne Manowce pokazują na czym polega lokalny patriotyzm, pomoc lokalnym przedsiębiorcom i gastronomii. Również dla najbliższego otoczenia, przy jednoczesnym dbaniu o niematerialne dziedzictwo kulturowe. My z kolei możemy, siedząc w domowym zaciszu, z kubkiem gorącej karmuszki w jesienny wieczór, zanucić pod nosem fragment piosenki Starego Dobrego Małżeństwa „(…) Jak biec do końca, potem odpoczniesz, potem odpoczniesz… Cudne manowce, cudne manowce, cudne manowce (…)”, z nadzieją że już niedługo odpoczniemy od zamieszania i niepewności dzisiejszych, trudnych dla każdego czasów. Bo Warmia i Mazury, to nie wieczne wakacje, jak mawiają niektórzy. Warmia i Mazury to wewnętrzna siła, upór, chęć przetrwania, szacunek i pokora do otaczającej nas natury i świata.