Marchewka w duchu zero waste

Czy Wy też czasem przegapicie moment świeżości warzysz, które macie w domu? Ja, z przykrością, przyznaję, że tak. Mimo, że staram się kupować ich mało, a często, by zawsze były świeże, to zdarzają się niedopatrzenia i nagle, z pięknej rzodkiewki czy marchewki robi się coś, co nią jest ale już na nią nie do końca wygląda.

I choć staram się dobrze przechowywać warzywa i owoce, by przedłużyć ich żywot, to… Dobrze jest też znać sposoby na warzywa i owoce drugiej świeżości. I wtedy z pomocą przychodzi mi m.in. książka Sylwi Majcher – Gotuję, nie marnuję. Kuchnia zero waste po polsku. I to w niej właśnie znalazłam prosty, szybki i smaczny sposób na taką zapomnianą marchewkę.

Karmelizowane marchewki z sezamem wg Sylwi Majcher

  • marchewki
  • masło
  • miód
  • sezam
  • natka pietruszki
  • sól wg uznania

Marchewkę myjemy, obieramy (jeśli jest to młoda marchew wystarczy ją wyszczotkować podczas mycia) i kroimy w kawałki. W garnku gotujemy osoloną wodę. Gdy już będzie wrzeć, wrzucamy marchewki i gotujemy 3 minuty. Po ich upływie odcedzamy i lekko osuszamy marchewki. Na patelni lub w garnku roztapiamy 3 łyżki masła i dodajemy do nich marchewki, które przesmażamy ok 5 min. Następnie dodajemy łyżkę miodu i dusimy przez 2 minuty. Od czasu do czasu możemy przemieszać marchewki, by pokryły się sosem. Gotowe marchewki, po lekkim przestudzeniu posypujemy sezamem i natką. Można je też polać sosem, a jeśli wyszło nam go sporo, możemy pomoczyć w nim kawałki chleba- są pyszne i polecam nawet lekko czerstwe kawałki, które niczym gąbka wchłonął sos i będą rewelacyjnym dodatkiem do marchewki czy też po prostu jako przekąska.

Sernikowy placek jabłkowy

Macie czasami tak, że gdzieś coś położycie i to nagle ginie? Ja bardzo często… I gdy myślę, że zgubiłam coś i ogarnia mnie smutek… Z czasem przychodzi zapomnienie, gdy nagle boom! Znajduje się. Tak mniej więcej było z przepisem na sernikowy placek jabłkowy. Wszyscy w domu o placku pamiętaliśmy, wspominaliśmy tylko nikt nie wiedział, gdzie jest przepis. I gdy już zapomnieliśmy, Mama nagle wyszperała (bo przecież wcale się nie zgubił!) go pośród wielu innych przepisów. A żeby znowu się nam nie schował, to umieszczam go i tutaj… dla Was, i dla siebie, bo starość nie radość- pamięć coraz gorsza.

Sernikowy placek jabłkowy

Ciasto:

  • 125 g mąki
  • 1 torebka cukru waniliowego
  • szczypta soli
  • 125 g mielonego chudego twarogu/ serka homogenizowanego
  • 125 g zimnego masła

Masa na ciasto:

  • 75 g kwaśnych jabłek
  • 125 ml śmietany 18%/ jogurtu naturalnego
  • 2 łyżki mąki
  • 150 g cukru
  • 150 g marmolady pomarańczowej/ brzoskwiniowej

Składniki na ciasto szybko zagniatamy i przez chwilę wyrabiamy ciasto (możliwe, że trzeba będzie dodać odrobinę więcej mąki, niż było podane; jeśli konsystencja będzie przez dłuższą chwilę zbyt luźna, dodajcie trochę mąki). Formujemy z niego kulę, zawijamy w folię spożywczą/ woskowijkę i chowamy do lodówki na min. godzinę.

Po tym czasie, tortownicę, wg oryginalnego przepisu 30 cm, u mnie było 25 cm, wykładamy papierem do pieczenia. Lekko wilgotnymi palcami wyłóżcie blaszkę ciastem, starając się zrobić ok. 3 mc brzegi. Piekarnik ustawiamy na 160 stopni

Jabłka myjemy, obieramy, wykrawamy gniazdka z nasionami i kroimy na ok 1 cm plastry (nie martwimy się, gdy wyjdą nam grubsze lub chudsze – wszystko i tak się upiecze i zje). Plastry układamy na cieście i pieczemy w piekarniku ok. 20 min.

W tym czasie szykujemy masę. Mąkę i cukier mieszamy z jogurtem (u mnie) albo śmietaną. Tak przygotowaną masę wylewamy na wyjęte z piekarnika ciasto i ponownie wstawiamy je do pieczenia na ok. 30 min.

Gdy czas minie, wyciągamy blaszkę, czekamy ok 5 min, tak by lekko przestygło, ale nadal było ciepłe i smarujemy je marmoladą – dzięki temu ciasto otrzyma piękną, lustrzaną powłokę… Będzie się aż błyszczeć.

Nie martwcie się, jeśli po przekrojeniu spód będzie wyglądał, jakby miał zakalec- jabłka puszczą sok. Jeśli użyjecie serka homogenizowanego (ja go używam) ciasto może być luźniejsze, niż w przypadku śmietany. Zacznijcie je wyrabiać i w razie potrzeby dodajcie odrobinę mąki, jak wspominałam. Ciasto nie powinno przeciekać nam między palcami w trakcie wyrabiania.


Ziemniak – ostatnie starcie!

Pewnie większość z Was nie kojarzy tej francuskiej bajki, której odcinki trwały niecałe 8 min. A to bajka o królu Hugo z Królestwa Ziemniaków, który walczył ze Smokiem… Ale jak nie trudno się domyślić, to Smok zawsze był zwycięzcą, a rycerze kończyli zazwyczaj, jako pieczone ziemniaczki.

Ta kreskówka zawsze mi się przypomina, gdy robię coś z ziemniakami. A, że ostatnio chodził za mną ziemniak, to sobie sprawiłam z okazji długiego weekendu, ziemniaki w mundurkach. Z gzikiem. Prosto, szybko i smacznie…

Ziemniaki w mundurkach z gzikiem:

  • ziemniaki
  • twaróg półtłusty
  • jogurt naturalny
  • czosnek
  • cebula
  • szczypior
  • masło
  • sól, pieprz

Ziemniaki dokładnie szorujemy. Gotujemy w wodzie lub pieczemy w piekarniku- wg upodobania. W tym czasie przygotowujemy gzik. Twaróg rozdrabniamy widelcem i mieszamy z jogurtem. Dodajemy posiekany czosnek i cebulę. Dodajemy sól i pieprz do smaku. Mieszamy.

Gdy ziemniaki będą już gotowe, kroimy je na pół, kładziemy odrobinę masła, gzik i posypujemy szczypiorem.

Na dwa ziemniaki przypada ok. kostka twarogu. Jeśli chodzi o czosnek, szczypior i jogurt, ich ilość zależy tylko i wyłącznie od Waszych upodobań. Bardzo lubię, jak jest dużo masła, wtedy ziemniaki są bardzo kremowe i dużo gziku z olbrzymią ilością czosnku, na który mam ostatnio straszną fazę. Spokojnie mogę robić za żywą tarczę na wypadek ataku wampirów, bo pochłaniam jego ogromnie ilości. Jeśli zostały Wam ziemniaki z obiadu sprawa jest prosta. Podsmażcie albo podgrzejcie je w garnku z masłem – taki lesswaste w kuchni.

Dwuskładnikowe, bezglutenowe gofry

Ci z Was, którzy zaglądają do mnie na Instagramie, czy Facebook’u wiedzą, jak bardzo lubię gofry. Nie jest ważne, czy są na słodko, czy wytrawnie, śniadanie, drugie śniadanie (do pracy) czy deser.

Przygotowanie gofrów zajmuje zazwyczaj ok 30 minut, w zależności od przepisu, bo czasem ciasto musi chwilę odpocząć. Dlatego, gdy zobaczyłam na stories u Ilony z Dietospektrum dwuskładnikowe, bezglutenowe gofry od razu do Niej napisałam- jakie?! A, że z Ilonką łączy mnie nie tylko miłość do jedzenia, ale też naczyń w Flying Tiger i nie raz rozmawiałyśmy na oba tematy, szybko dostałam odpowiedź… Na naprawdę ekspresowe gofry, których przygotowanie zajmuje naprawdę niewiele czasu, więc są super opcją dla zabieganych… albo leniwych.

Ciekawi? Proszę bardzo .

Ekspresowe, bezglutenowe dwuskładnikowe gofry (4 sztuki na małej gofrownicy):

  • 2 jajka
  • miarka odżywki białkowej o ulubionym smaku
  • jogurt/bita śmietana/owoce

Jajka ubijamy na puszystą pianę i powoli dodajemy odżywkę. Miksujemy do połączenia składników. Gofrownicę nagrzewamy ( i smarujemy odrobiną oliwy). Gofry smażymy na złoty kolor.

W związku z tym, że jedynym mokrym składnikiem są jajka i nie ma w nich tłuszczu trzeba uważać, by ich nie przesuszyć. Gofry same w sobie są puchate w środku i chrupiące na zewnątrz, a w smaku przypominają lekko suche ciasto biszkoptowe. Wybierając waniliowy smak odżywki, możecie dodać do ciasta pokrojone owoce – ich sok sprawi, że będą bardziej wilgotne. Dobrze je podawać z jogurtem, czy bitą śmietaną i owocami, dzięki temu ciasto stanie się wilgotne.

Jeśli nie posiadacie w domu na stałe odżywki białkowej, możecie kupić pojedyncze porcje w saszetkach np. w klubach fitness albo sklepach z tego typu artykułami, czy w supermarketach na odpowiednich działach. Ich smaki są naprawdę ciekawe, więc można poszaleć.

Gofry od Ilonki to dla mnie super opcja, gdy nie mam zbyt dużo czasu i sił, by szykować sobie coś do pracy na drugie śniadanie, a staram się jeść 2 posiłki +owoc. Gofry są sycące, ze względu na ilość białka, którą zapewnia odżywka (pilnuję się, aby mieć jedną porcję schowaną w szafce na czarną godzinę), i jest to fajna alternatywa dla kanapek.