Kuźnia Społeczna – miejsce pysznie kreatywne

Druga połowa września zaczęła się z przytupem, jeśli chodzi o tematy związane z jedzeniem. Nie wiem, czy wiecie, ale od 18 września obowiązuje ustawa o przeciwdziałaniu niemarnowaniu żywności (o niej pewnie będzie więcej trochę później ), o które walczyła Federacja Stowarzyszeń Banków Żywności, Regionalne Banki Żywności i osoby zaangażowane w niemarnowanie żywności, życie w stylu zero czy less waste. I to jest to pierwsze tupnięcie. Drugie, bardziej lokalne, choć uważam i wierzę, że Olsztyn będzie tu przykładem do naśladowania.

20 września odbyło się oficjalne otwarcie Kuźni Społecznej, która mieści się przy olsztyńskim Banku Żywności w stajni koszarów Dragonów z XIX wieku. Prace trwały kilka lat. Założeniem pomysłu stworzenia Kuźni było zorganizowanie miejsca, gdzie spotkać się będą mogły i razem współpracować, współtworzyć i rozwijać się nie tylko działania społeczne ale też działania związane z przedsiębiorczością, ekologią, aktywizacją zawodową, czy wsparcie organizacji pozarządowych na Warmii i Mazurach.

O tym pierwszym i ostatnim mogłam się przekonać wcześniej, biorąc udział w różnych eventach ale również podczas organizacji forum w ramach mojej pracy zawodowej. O pozostałych założeniach, ale i o wzmocnieniu tych, o których wspomniałam, przekonałam się i to bardzo podczas minionego weekendu.

W piątek odbyła się Gala, w trakcie której poznaliśmy historię tego pomysłu, drogę, którą pokonał od samej myśli, aż do wczoraj, gdy mogliśmy zobaczyć każdą salę i pomieszczenie, które zostanie oddane do użytku i z których już korzystają pracownicy Banku Żywności, Kuźni Społecznej oraz przedsiębiorców, którzy korzystają z miejsc coworkowych- bo taka przestrzeń też została wydzielona.

W ciągu dwóch dni- soboty i niedzieli, odbyło się kilkanaście warsztatów kulinarnych, w tym warsztaty dla dzieci. Jedne z warsztatów dla najmłodszych przeprowadziłyśmy my – Olsztyńscy Blogerzy Kulinarni (Asia – Nie-Leniwa Pani Domu, Marta- Kuchnia w Piksele i Natasza- Sajkofanka). Przy naszej pomocy Dzieciaki przygotowały pyszne smoothie wg własnego pomysłu, owocowe szaszłyki, kanapki oraz sałatki z wykorzystaniem makaronu i kasz. Zabawy i śmiechu było wiele, a z przygotowanych smakołyków skorzystali nie tylko nasi mali Master Chefowie, ale też ich rodzice i rodzeństwo. I wszystkie małe Zuchy, jednogłośnie obiecały, że przygotują wszystko raz jeszcze w domach i chętniej będą pomagać w kuchni.

Oprócz warsztatów z takimi znanymi kucharzami jak Grzesiek Łapanowski, Jagna Niedzielska czy Kuba Korczak, odbyły się też panele dyskusyjne. Praktyka, praktyką, jednak do życia i gotowania w duchu zero/less waste potrzebna jest też wiedza teoretyczna. Taką właśnie wiedzę dawały panele na temat życia i gotowanie less i zero waste, ekologii w gastronomii czy do zdrowego podejścia do jedzenia.

A jako, że na początku roku postanowiłam być bardziej less i zero waste, nie tylko w kuchni ale i codziennym życiu, z przyjemnością wzięłam udział w tych ciekawych, pouczających ale też inspirujących spotkaniach. Bycie świadomym, jak hodowanie niektórych warzyw, owoców ale też i mięsa ma wpływ na nasze środowisko i przyszłe życie, pozwala spojrzeć na tak z pozoru błahe sprawy z zupełnie innej perspektywy. Świadomość, a może bardziej dowiedzenie się, czym można zastąpić plastik w naszym życiu, zobaczenie na faktycznych liczbach, ile jedzenia, jeszcze przydatnego do spożycia jest marnowane, daje naprawdę do myślenia. Poważne rozmowy, na poważne tematy przeprowadzone merytorycznie z udziałem publiczności pozwoliły nie tylko na zdobycie przydatnej wiedzy, ale na wymianę doświadczeń między każdą ze stron panelu, w którym brało się udział. Spotkania te i rozmowy pozwoliły mi na poukładanie sobie kilku spraw, postawienie kilku celów i utwierdziły w przekonaniu, że warto małymi krokami, ale zawsze, iść do przodu i zmieniać to, co można i warto zmieniać.

Kuźnia Społeczna to również Kuchnia Społeczna- miejsce, w którym będą przeprowadzane liczne warsztaty kulinarne. Jej możliwości były sprawdzane podczas sobotnich i niedzielnych warsztatów kulinarnych. Wiem, że to do niej będę najchętniej zaglądać i wracać. Duża powierzchnia, sprzęt, dzięki któremu można przygotować naprawdę ciekawe potrawy z niekoniecznie oczywistych składników.

Podczas weekendu widziałam, ile radości daje gotowanie, i to nie tylko tym dużym, ale i małym. Wierzę, że zarówno Kuźnia jak i Kuchnia Społeczna będą miejscem, gdzie ta radość będzie tworzona i pielęgnowana poprzez liczne spotkania, warsztaty.

A gdy zabawę w gotowanie połączymy z edukacją na temat niemarnowania żywności, wykorzystywania produktów lokalnych, wyjdzie coś pięknego i dobrego (nie tylko dla nas), jak np. ten pyszny krem z pomidorów… z niezliczoną liczbą oliwek (!), za którymi nie przepadam, ale zjadłam.

Ps. Jeśli macie chęć zobaczyć nieco więcej z weekendu otwierającego Kuźnię, zapraszam na Instagrama- w wyróżnionych jest kilka filmików.

Artysta drzemie w każdym z nas…

A gdyby tak móc zjeść u artystów i wśród artystów? Gdyby tak móc siąść w lekko przydymionej atmosferze, wśród cegieł, ciemnego drewna, obrazów… Przy cichej muzyce, która jest, a jakby jej nie było. Gdyby na ścianach wisiały obrazy, szkice… A w piwniczce spotkać się na potajemnym spotkaniu ze znajomymi, by móc tworzyć nowe historie…By móc poczuć się jak artysta, który przyszedł odszukać swoją wenę…

Jest na olsztyńskiej starówce miejsce, które działa już 26(!) lat. Miejsce, o którym wie chyba każdy Olsztynianin, a jednak lekko zapomniane, osnute lekką tajemnicą.

Restauracja u Artystów od lat gości w swoich progach każdego, kto ma w sobie choć coś z artysty. Trafiłam tam po raz pierwszy ok. 7 lat temu. Moją uwagę przykuły liczne obrazy na ścianach, piękna cegła i to, co pojawiło się na talerzach. Czas jednak mijał, moje wspomnienia przykrył kurz tak, jak pokrywa on zapomniane obrazy. Aż do tych wakacji, gdy pewnej nocy dostałam zasyp wiadomości od mojej Przyjaciółki… Ciężko było mi je zrozumieć w środku nocy i dopiero rano, po kilkukrotnym ich przeczytaniu i telefonicznym sprostowaniu U Artystów znowu zaczęło chodzić po mojej głowie.

l tak w ostatnią letnią i ciepłą środę zapukałam do drzwi U Artystów…

Na dzień dobry dostałam piękny i szczery uśmiech Magdy i Artura, którzy opiekowali się nami przez naszą całą wizytę. A że po pracy człowiek głodny, na rozgrzewkę poprosiłam o pielmieni z mięsem wieprzowym z kruszonką z bułki tartej i masłem. W tych małych pierożkach kryje się tyle dobra, że z każdym kolejnym kęsem, każdym kolejnym pierożkiem cieszyłam się coraz bardziej, nie tylko aromatem ale i smakiem ukrytego w nich mięsa… i do tego ta kruszonka z bułki i masła. Trudno było powstrzymywać uśmiech na twarzy podczas jedzenia.

Gdy pierwszy głód został zaspokojony przede mną pojawił się talerz wypełniony tagiatelle ze szpinakiem, fasolką szparagową i fetą. Danie wydawałoby się dość proste, jednak nie każdemu udaje się dobrze doprawić szpinak tak, by wydobyć z niego to, co najsmaczniejsze. Nie mdły, nie za mało lub za bardzo słony czy pierny. Wszystko było w punkt. A feta podkreślała dodatkowo jego smak.

Nie byłabym też sobą, gdybym nie podjadała innym z talerza. Dzięki temu miałam okazję spróbować steków minutowych z sosem z zielonego pieprzu z młodymi ziemniakami i sezonową sałatką. Nie jestem fanką piernych potraw i trochę obawiałam się, że smak sosu zdominuje delikatne steki, jednak w bardzo fajny sposób podkręcił smak mięsa, które było bardzo delikatne i wręcz rozpływało się w ustach.

Na drugim talerzu, z którego skubnęłam był mus z kalafiora i młodych ziemniaków, który okazał się petardą oraz filet z kurczaka nadziewany serkiem śmietankowym z pietruszką i czarnuszką.

A na koniec, zamiast deseru spróbowałam pysznego i orzeźwiającego drinka autorstwa Artura.

Cieszy mnie bardzo to, co widziałam U Artystów nie tylko na żywo, ale też na Instagramie. Nowy kucharz, który pracuje od kwietnia, młody, pełen energii i pomysłów zespół, który „to” czuje, któremu się chce. Ducha zmian widać nie tylko po zmianach w karcie, z tego, co podpytałam wiem, że to jeszcze nie koniec, a rozgrzewka przed tym, co ma nastąpić. A zmiany, które idą mają też dotknąć samego lokalu i jego wystroju. Mam nadzieję, że dzięki tym zabiegom i staraniom U Artystów przypomni o sobie Olsztynianom, pokaże, że każdy może się u nich odnaleźć. Przyjść, usiąść, zjeść w przyjemnej i naprawdę ciepłej atmosferze, a czasem i w towarzystwie lokalnych artystów, którzy często się u nich pojawiają i wystawiają swoje obrazy, które można też zakupić.

Lubię i podziwiam zapał i chęć działania, gdy pasja łączy się z pracą, a patrząc i słysząc, jak pracownicy mówią o swoim szefie, kucharzu, miejscu pracy i klientach, jak o nich dbają to, to nie może skończyć się źle.

Czekam z niecierpliwością na zmiany, o których słyszałam… I może na trochę więcej pozycji dla wegetarian/wegan, niż dwie. Czekam. I oficjalnie obiecuję, że już nigdy nie zrobię sobie takiej przerwy od U Artystów.