Drink coffee and smile…

Czy wiecie, że uśmiech jest zaraźliwy, tak jak ziewanie? A nasz mózg na uśmiech reaguje uśmiechem i produkuje endorfiny? A cudzy uśmiech potrafi poprawić nam humor i dzień praktycznie od razu? Nawet Marquez napisał:

„Nigdy nie przestawaj się uśmiechać, nawet jeśli jesteś smutny, ponieważ nigdy nie wiesz, kto może się zakochać w twoim uśmiechu. ”

I z uśmiechem jest trochę jak z dobrą kawą. A gdyby tak połączyć szczery i pełen radości uśmiech z filiżanką dobrej kawy? Połączenie idealne na każdy, nawet najgorszy dzień, prawda? Dla mnie takie połączenie ma swoją nazwę, brzmi ono „Kofikada”.

Nie ma chyba osoby w Olsztynie, która by nie słyszała o tej niewielkiej kawiarni na końcu starówki lub w niej nie była. To miejsce, w którym na dzień dobry, oprócz muzyki, zapachu świeżo mielonej kawy oraz cynamonek (o nich później) przywita Was uśmiech Ekipy Kofikady. Nie ważne, czy jest to Bartek- właściciel, czy którykolwiek z Pracowników (możecie wejść na ich FB i IG, by się o tym przekonać) . Na dzień dobry, nawet w najbardziej pochmurny dzień dostajesz szczery i radosny uśmiech, a za chwilę jeszcze filiżankę kawy czy aromatycznej herbaty, co sprawia że od razu czujesz się lepiej. A gdy to nie wystarcza… Zawsze można poratować się jeszcze domowym ciastem. Wszystkie wypieki, które można zjeść są pieczone przez Kofikadę. Rano, chwilę przed otwarciem lokalu po starówce unosi się zapach ciepłego drożdżowego ciasta i cynamonu. To jasny i niepodważalny znak, że kofikadowe cynamonki opuściły piekarnik i czekają na klientów. Są one chyba najbardziej charakterystycznym i pożądanym wypiekiem kawiarni. Zechcecie uwierzyć albo i nie, ale dostać w tygodniu cynamonkę po godzinie 15 jest naprawdę bardzo, bardzo ciężko- niech to mówi już za nią.

Oprócz cynamonek w repertuarze są jagielnik – mój hit, jeśli chodzi o „zdrowe” ciasta. Bo dla mnie ciasto, to ma być ciasto, czyli gluten, masło i jajka…Ale ten jagielnik, to moja wielka słabość i wybieram go zawsze, jak tylko jest ,nie patrząc już na inne cuda w gablocie. A tam znaleźć można m.in. tartę cytrynową, 3bita, który jest przepyszny (to mój nr dwa, gdy nie ma jagielnika), pleśniaka, jabłecznik, sernik, w tym na zimno, czy ciasto milionera albo blok czekoladowy. Wszystko zależy od tego, czym danego dnia będzie chciała gościć Was Kofikada ( na szczęście cynamonki są codziennie).

Kofikada to nie tylko ciasta (spokojnie, do kawy samej w sobie też przejdę), ale też śniadania. Tosty, szakszuka, jajecznica, gofry, granola czy warzywa z pastami, tu jeśli będziecie mieć szczęście, polecam pastę z kukurydzy, która bardzo zaskoczyła mnie swoim smakiem. Jak śniadanie, to kanapki, w tym wege. I są to kanapki na wypasie, a nie smutne kromki chleba z masłem i plastrem żółtego sera, o nie. Drodzy Państwo, jedna kanapka potrafi napełnić naprawdę puste i głodne brzuchy, a przy okazji zabawi się z Waszymi kubkami smakowymi tak, że zapamiętacie ją na naprawdę długi czas.

Dobrze, przyszedł czas na kawę…W Kofikadzie dostaniecie nie tylko espresso, americano, flat white czy latte albo cappuccino. Fani kawy parzonej w sposób alternatywny, czyli chemex, drip , french press, aeropress i hario znajdą coś dla siebie. Co więcej, oprócz sposobu zaparzania kawy możecie też wybrać rodzaj kawy, którego chcielibyście sprobować. I tu z pomocą przychodzi Bartek i Ekipa Kofikady, którzy nie tylko o powiedzą o kawie, którą mają ale wyjaśnią różnicę w smakach i dopasują ją do Waszych preferencji. Nie raz można usłyszeć rozmowy na temat gatunków, aromatów danej kawy i w ogóle kawy i jej parzenia. Brzmi to trochę jak wywiad środowiskowy dla klienta. Wszystko po to, by był on zadowolony. Jeśli jesteście fanami kofikadowej kawy, możecie zabrać ją do swojego domu nie tylko biorąc kawę na wynos , ale też kupując kawy wypalane przez Kofikadę (podczas kwarantanny powstała strona internetowa, gdzie możecie dokonać zakupy, gdy nie chcecie wychodzić z domu lub nie mieszkacie w Olsztynie). Co więcej, możecie poprosić, by ziarna zostały zmielone i dopasowane do sposobu, w jaki zaparzacie kawę w domu. Po co? By jak najlepiej wydobyć smak i aromat kawy, czyli wszystko to, co jest w niej najważniejsze.

Dlatego, jeśli brakuje Wam uśmiechu, dobrej kawy i czegoś słodkiego, kierujcie się do Kofikady. A mnie ogromnie cieszy, że są takie miejsca w Olsztynie, jak Kofikada, które stawiają na dobrej jakości kawę, dbają o to, by była ona zaparzana i podawana w jak najlepszy sposób. Miejsca, które edukują nas, jeśli chodzi o picie kawy. Dzięki tej różnorodności, każdy z nas jest w stanie znaleźć miejsce oraz kawę, której smak i picie sprawia nam najwięcej przyjemności i radości. Bo przecież o to tutaj i w tym wszystkim chodzi.

Miodowy nugat

Miodowy nugat, słodkie, miodowe kosteczki z płatkami migdałowymi, zanurzone w mlecznej czekoladzie. Idealne na sylwestrowy lub karnawałowy wieczór ze znajomymi. Kostki są małe, jednak już jedna w zupełności zaspokoi apetyt na słodkie.

Miodowy nugat:

  • 250 ml śmietanki 36%
  • 400 g miodu
  • 3 łyżki masła
  • 250 g prażonych płatków migdałowych
  • 150 g mlecznej czekolady (polewa)
  • odrobina oliwy

Formę do pieczenia (12×30 cm) smarujemy oliwą i wykładamy papierem do pieczenia. Śmietankę i miód wlewamy do garnka i doprowadzamy do wrzenia. Mieszamy, a gdy masa stanie się sprężysta (osiągnie temperaturę 118-120 stopni – poznamy po pięknym bursztynowym kolorze oraz licznych bąbelkach), zdejmujemy ją z ognia. Czekamy kilka minut, by nugat lekko przestygł. Dodajemy masło i delikatnie mieszamy. Następnie dodajemy płatki migdałów i ponownie, delikatnie mieszamy, aż masa pokryje wszystkie orzechy.

Gotową masę przelewamy do przygotowanej wcześniej formy. Chłodzimy i wstawiamy do lodówki na minimy 4 godziny, a najlepiej na całą noc. Po tym czasie wykładamy masę na deskę i kroimy na kawałki wielkości kostek czekolady.

W naczyniu z podwójnym dnem lub specjalnej miseczce rozpuszczamy czekoladę. Pokrojony w kostkę nugat maczamy do połowy w rozpuszczonej czekoladzie i kładziemy na papier do pieczenia, aż czekolada ostygnie.

Przepis pochodzi z książki „Złota księga czekolady”.

Sernikowy placek jabłkowy

Macie czasami tak, że gdzieś coś położycie i to nagle ginie? Ja bardzo często… I gdy myślę, że zgubiłam coś i ogarnia mnie smutek… Z czasem przychodzi zapomnienie, gdy nagle boom! Znajduje się. Tak mniej więcej było z przepisem na sernikowy placek jabłkowy. Wszyscy w domu o placku pamiętaliśmy, wspominaliśmy tylko nikt nie wiedział, gdzie jest przepis. I gdy już zapomnieliśmy, Mama nagle wyszperała (bo przecież wcale się nie zgubił!) go pośród wielu innych przepisów. A żeby znowu się nam nie schował, to umieszczam go i tutaj… dla Was, i dla siebie, bo starość nie radość- pamięć coraz gorsza.

Sernikowy placek jabłkowy

Ciasto:

  • 125 g mąki
  • 1 torebka cukru waniliowego
  • szczypta soli
  • 125 g mielonego chudego twarogu/ serka homogenizowanego
  • 125 g zimnego masła

Masa na ciasto:

  • 75 g kwaśnych jabłek
  • 125 ml śmietany 18%/ jogurtu naturalnego
  • 2 łyżki mąki
  • 150 g cukru
  • 150 g marmolady pomarańczowej/ brzoskwiniowej

Składniki na ciasto szybko zagniatamy i przez chwilę wyrabiamy ciasto (możliwe, że trzeba będzie dodać odrobinę więcej mąki, niż było podane; jeśli konsystencja będzie przez dłuższą chwilę zbyt luźna, dodajcie trochę mąki). Formujemy z niego kulę, zawijamy w folię spożywczą/ woskowijkę i chowamy do lodówki na min. godzinę.

Po tym czasie, tortownicę, wg oryginalnego przepisu 30 cm, u mnie było 25 cm, wykładamy papierem do pieczenia. Lekko wilgotnymi palcami wyłóżcie blaszkę ciastem, starając się zrobić ok. 3 mc brzegi. Piekarnik ustawiamy na 160 stopni

Jabłka myjemy, obieramy, wykrawamy gniazdka z nasionami i kroimy na ok 1 cm plastry (nie martwimy się, gdy wyjdą nam grubsze lub chudsze – wszystko i tak się upiecze i zje). Plastry układamy na cieście i pieczemy w piekarniku ok. 20 min.

W tym czasie szykujemy masę. Mąkę i cukier mieszamy z jogurtem (u mnie) albo śmietaną. Tak przygotowaną masę wylewamy na wyjęte z piekarnika ciasto i ponownie wstawiamy je do pieczenia na ok. 30 min.

Gdy czas minie, wyciągamy blaszkę, czekamy ok 5 min, tak by lekko przestygło, ale nadal było ciepłe i smarujemy je marmoladą – dzięki temu ciasto otrzyma piękną, lustrzaną powłokę… Będzie się aż błyszczeć.

Nie martwcie się, jeśli po przekrojeniu spód będzie wyglądał, jakby miał zakalec- jabłka puszczą sok. Jeśli użyjecie serka homogenizowanego (ja go używam) ciasto może być luźniejsze, niż w przypadku śmietany. Zacznijcie je wyrabiać i w razie potrzeby dodajcie odrobinę mąki, jak wspominałam. Ciasto nie powinno przeciekać nam między palcami w trakcie wyrabiania.