Woda w jedzeniu. Czyli ile wody pochłania to, co jemy.

Dziś o jedzeniu ale w innym wydaniu. Każdy z nas je to, na co ma ochotę i rzadko zastanawia się, jaki ma to wpływ na nasze środowisko. Nie chodzi tu tylko o zaśmiecanie otaczającego nas świata, czy to poprzez plastikowe woreczki, czy brak odpowiedniej segregacji śmieci. Mało kto z nas zastanawia się nad tym, jak to, co jemy wpływa na zużycie wody.

Każdy z nas wie, że należy zakręcać wodę w kranie, nastawiać pranie, gdy uzbiera nam się cała pralka, lepiej używać zmywarki, niż zmywać naczynia ręcznie. Długą kąpiel w wannie lepiej zastąpić szybkim prysznicem, rozmrażać jedzenie poprzez wcześniejsze wyjęcie go z zamrażarki itp. Instalować ekonomiczne baterie zlewozmywakowe, oszczędnie spłukiwać wodę oraz dbać o szczelność kranów. Zbierać deszczówkę do podlewania roślin.

Wszystko wydaje się łatwe i w miarę nieskomplikowane. Problem pojawia się, gdy przejdziemy do jedzenia i ilości wody, która jest potrzebna do jego wyhodowania.

Ślad wodny – co to takiego?

Zwolennicy wegetarianizmu, jak i weganizmu podnoszą głos, że jedzenie mięsa, a tym samym jego hodowla powoduje ogromne zniszczenia dla środowiska. Chodzi tu nie tylko o emisję gazów cieplarnianych, które są produkowane ze zwierzęcych odchodów. Coraz częściej, choć nie tak często jak o śladzie węglowym, słyszymy o tajemniczym śladzie wodnym.

Czym on jest? To suma pośredniego i bezpośredniego zużycia wody przez konsumenta. Mówi się o nim w kontekście produktów, do których powstania potrzebna jest woda. Pośrednie zużycie wody to ilość wody, która została użyta do produkcji danego produktu- zarówno roślinnego, jak i mięsnego.

Przewiduje się, że w 2050 roku na ziemi żyć będzie do 9 miliardów ludzi i już teraz wiadomo, że jeśli nie zmienimy naszych nawyków żywieniowych oraz podejścia do tematu oszczędzania wody, nie wystarczy jej by wyprodukować żywności dla przewidywanej liczby ludności.

Co my możemy zrobić? Możemy robić mało, a jednocześnie bardzo dużo. Podstawą naszych działań powinna być świadomość tego, ile zużywa się wody np. do produkcji soku czy mięsa.

Ile wody ma w sobie mój hamburger a ile guacamole?

Do produkcji 1 kg wołowiny potrzeba 14.500 litrów wody. Kilogram wieprzowiny to 5.990 litrów wody. Drób, który tak lubimy jeść i swojego czasu zalecany był ze względów zdrowotnych, nie jest mniej oszczędny, bo do 1 kilograma zużywane jest 4.330 litrów wody.

Ale żeby nie było, że jedynie produkcja mięsa oraz hodowla zwierząt pochłania ogromne ilości wody… Czy wiecie, że do produkcji zaledwie 1 filiżanki kawy potrzebne jest 140 litrów wody? Herbaty – 30 litrów. Wbrew pozorom, wyprodukowanie produktów pochodzenia roślinnego czy ze zbóż, również pochłania dużo wody. Produkcja kilograma ziemniaków wymaga 290 litrów wody – a nasze ukochane chipsy? Ich kilogram to aż 1.040 litrów wody(!). Wodny koszt kapusty to 280 litrów, sałaty 240 litrów, dużego pomidora – „tylko” 50. Jednak już produkcja kilograma ketchupu i przecieru pomidorowego to ponad 700 litrów wody. Do przygotowania bochenka chleba potrzebujemy 462 litrów, kilogram ziaren pszenicy pochłania 1.000 litrów, a ryżu prawie 3.000. Jedno jajo to inwestycja 200 litrów.

Jestem pewna, że każdy z Was minimum raz jadł awokado. Sama uwielbiam guacamole, jednak przyznaję, mam co do niego mieszane uczucia i to bardziej, niż do mięsa. Dlaczego? Bo do wyprodukowania jego kilograma zużywane jest 600 litrów wody. Tylko do samej produkcji. A ile wody pochłania jego zapakowanie oraz transport? Jego droga z miejsca uprawy do naszych domów to ogromny, jak na produkt wege, ślad węglowy. Awokado, choć zdrowe dla nas, nie jest do końca zdrowe dla środowiska. Dlatego zawsze, gdy słyszę głosy przeciwników diety mięsnej, podaję im przykład awokado. Skoro chcemy dbać o środowisko, musimy być dalekowzroczni, bo czasami, jak w przypadku uprawy awokado, istnieje drugie dno- pomijając koszta i wpływ jego transportu na środowisko. Nie mówi się głośno o tym, że pod awokado wycinane są lasy w m.in. Meksyku. I są to naprawdę olbrzymie ilości leśnych hektarów (podobno sady awokado w Michoacan zajmują powierzchnię ok. trzech Warszaw). Więc czy awokado jest dużo lepsze od steka czy hamburgera?

Chcąc być odpowiedzialnym konsumentem…

Powinniśmy zastanowić się, ile zrobionych kaw i herbat w ciągu dnia nie dopijamy i wylewamy. Jakie produktu kupujemy i które najczęściej wyrzucamy. Czy naprawdę musimy codziennie jeść mięso, awokado czy inne owoce i warzywa, które nie są na co dzień dostępne na naszych terenach. Zwracajmy uwagę w sklepie na to, jaki numer mają jajka, które kupujemy, by nie pochodziły one od kur z chowu klatkowego.

Nie powiem Wam, byście zrezygnowali z mięsa, chipsów i awokado- sama uwielbiam te rzeczy. Jednak ograniczyłam, czy też staram się ograniczać ich spożywanie. Kupując owoce i warzywa, wybieram te, które mają dużo wody w swoim składzie (ogórki, sałata, pomidory, truskawki) – dzięki temu dostarczam organizmowi nie tylko potrzebne witaminy i minerały, ale też i wodę. Dzięki temu dbam o odpowiednie nawodnienie. Kupując produkty lokalne oszczędzam wodę i ślad węglowy, który powstałby i powstaje przy zakupie rzeczy, które trzeba eksportować. Staram się żyć zgodnie z ideami less i zero waste- szanuję jedzenie, staram się je wykorzystywać tak, by nie wyrzucać lub wyrzucać jak najmniej. Nie zawsze się to udaje, ale cały czas się uczę, dzięki czemu kontroluję zużycie wody w kuchni.

A jak zmniejszyć zużycie wody w kuchni?

O ile bardzo dużo mówi się o oszczędności wody w łazienkach, o tyle ten temat w kuchni wciąż raczkuje (nie mam tu na myśli przejścia ze zmywania ręcznego na zmywarkę). Co możemy zrobić, by zredukować zużycie wody w kuchni? Jest kilka sposobów, aby woda w kuchni była wykorzystywana kilka razy bez efektu „fuj”:

  1. Jeśli nie solicie wody do gotowania ziemniaków – nie wylewajcie jej. Doskonale się sprawdzi, jako płukanka do włosów (dzięki minerałom, które znajdują się w ziemniakach), czy do obmycia ciała, sprzątania albo do podlania kwiatów.
  2. Makaron do rosołu, czy też innej zupy, nie musi być gotowany w oddzielnym garnku. Wystarczy wrzucić go kilka min przed zakończeniem gotowania i gotowe.
  3. Jeśli już gotujecie oddzielnie makaron, wykorzystajcie tę wodę do włoskich sosów. Jest ona słona i ma w sobie gluten, a to doskonale wpływa na gęstość i aksamitność sosów.
  4. Wodę po ugotowanej kaszy jęczmiennej wykorzystajcie jako bazę do lemoniady. Nie tylko pomoże ona w trawieniu ale też nawodni organizm i obniży poziom złego cholesterolu.
  5. Starajcie się gotować jednogarnkowe potrawy.
  6. Dbajcie o niemarnowanie jedzenia- szanujmy je. Jeśli kupujemy całe kurczak, ryby, itp., czy większe kawałki mięsa a także warzyw, starajmy się wykorzystać wszystkie jego elementy- czy to na wywar, czy do samego dania. Szanujmy i doceńmy zarówno pracę hodowcy, jak i zwierzęcia, którego życie zostało poświęcone, byśmy my mogli żyć.

Woda to…

Dla jednych H2O, dla innych jest to wspólne dobro, o które starają się dbać, bo widzą, co dzieje się z klimatem, ile wody zużywamy na co dzień, jak bardzo wyczerpujemy jej limity. Są świadomi tego, ile jej zawdzięczamy. Dla innych woda to produkt. Towar rynkowy, na którym chcą i już zarabiają i planują zarabiać jeszcze więcej, bo każdy z nas jej potrzebuje.

Woda w jednym słowie to ŻYCIE. Co więcej, życie nie tylko nasze. Dlatego dbajmy o nią, szanujmy, oszczędzajmy. Nie bądźmy egoistami, bo nie jesteśmy na świecie sami… A po nas będą inni – pamiętajmy o tym.

#kontrolujzuŻycie

Post powstał w ramach kampanii społecznej Kontroluj zuŻycie.

Grzanki z hummusem

Uwielbiam weekendowe śniadania, niezależnie czy jem je w domu, czy poza nim. Jakiś czas temu naszła mnie ochota na grzanki z hummusem, który w tygodniu jest moim awaryjnym posiłkiem w pracy. Za to w weekend jest czas, by zjeść go nie tylko z warzywami. Gdy nie mam czasu albo złapie mnie leń, korzystam z gotowego hummusu. Jeśli robię go sama, korzystam z przepisu Patrycji z trufla blog.

Grzanki:

  • kilka kromek chleba, może być czerstwy
  • cebula
  • pieczarki
  • ulubiona zielenina np. liście młodego szpinaku, rukola
  • pomidorki
  • jajka
  • ser halloumi
  • masło
  • sól, pieprz do smaku

Cebulę kroimy na drobną kostkę i wrzucamy na patelnię z roztopionym masłem. Podsmażamy, aż cebula się zeszkli i dodajemy pokrojone pieczarki. Mieszamy, podsmażamy, dodajemy sól i pieprz wg. upodobania.

Kromki chleba podsmażamy na roztopionym maśle i dobrze rozgrzanej patelni na złoty kolor – tak by wierzch był chrupiący i maślany, a środek wciąż miękki (do takich grzanek śmiało możecie wykorzystać czerstwy chleb). W garnuszku gotujemy jajka na twardo.

Grzanki przekładamy na talerze, smarujemy hummusem (lubię, gdy jest go dużo). Kładziemy kilka listków, np. szpinaku, a na nie podsmażone pieczarki i pokrojone w kostkę jajko na twardo.

W wersji z halloumi zamiast pieczarek i jajka, na grzankę kładziemy podsmażone lub grillowane kawałki sera i pomidorki.

Hummus:

  • 1 szklanka suchej ciecierzycy
  • 2 łyżki jasnej pasty tahini
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 łyżeczki octu balsamicznego
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • szczypta ostrej papryki
  • szczypta wędzonej papryki w proszku
  • bardzo zimna woda
  • sól, oliwa

Ciecierzycę zalewamy dużą ilością wody i moczymy w garnku przez całą noc. Rano odcedzamy i zalewamy świeżą wodą (poziom wody powinien być 2-3 razy wyższy od poziomu ciecierzycy). Gotujemy na małym ogniu przez ok 1.5 h, aż ciecierzyca stanie się miękka, ale nie może się rozpadać. Odcedzamy, lekko studzimy. Następnie przekładamy ją do blendera, dodajemy sól, papryki i tahini. Blendujemy, od czasu do czasu dodajemy po łyżce bardzo zimnej wody, aż masa stanie się gładka. Na koniec dodajemy ocet balsamiczny i sok z cytryny. Blendujemy jeszcze chwilę, próbujemy i ewentualnie dodajemy jeszcze odrobinę soku z cytryny czy soli.

Marchewka w duchu zero waste

Czy Wy też czasem przegapicie moment świeżości warzysz, które macie w domu? Ja, z przykrością, przyznaję, że tak. Mimo, że staram się kupować ich mało, a często, by zawsze były świeże, to zdarzają się niedopatrzenia i nagle, z pięknej rzodkiewki czy marchewki robi się coś, co nią jest ale już na nią nie do końca wygląda.

I choć staram się dobrze przechowywać warzywa i owoce, by przedłużyć ich żywot, to… Dobrze jest też znać sposoby na warzywa i owoce drugiej świeżości. I wtedy z pomocą przychodzi mi m.in. książka Sylwi Majcher – Gotuję, nie marnuję. Kuchnia zero waste po polsku. I to w niej właśnie znalazłam prosty, szybki i smaczny sposób na taką zapomnianą marchewkę.

Karmelizowane marchewki z sezamem wg Sylwi Majcher

  • marchewki
  • masło
  • miód
  • sezam
  • natka pietruszki
  • sól wg uznania

Marchewkę myjemy, obieramy (jeśli jest to młoda marchew wystarczy ją wyszczotkować podczas mycia) i kroimy w kawałki. W garnku gotujemy osoloną wodę. Gdy już będzie wrzeć, wrzucamy marchewki i gotujemy 3 minuty. Po ich upływie odcedzamy i lekko osuszamy marchewki. Na patelni lub w garnku roztapiamy 3 łyżki masła i dodajemy do nich marchewki, które przesmażamy ok 5 min. Następnie dodajemy łyżkę miodu i dusimy przez 2 minuty. Od czasu do czasu możemy przemieszać marchewki, by pokryły się sosem. Gotowe marchewki, po lekkim przestudzeniu posypujemy sezamem i natką. Można je też polać sosem, a jeśli wyszło nam go sporo, możemy pomoczyć w nim kawałki chleba- są pyszne i polecam nawet lekko czerstwe kawałki, które niczym gąbka wchłonął sos i będą rewelacyjnym dodatkiem do marchewki czy też po prostu jako przekąska.

Sernikowy placek jabłkowy

Macie czasami tak, że gdzieś coś położycie i to nagle ginie? Ja bardzo często… I gdy myślę, że zgubiłam coś i ogarnia mnie smutek… Z czasem przychodzi zapomnienie, gdy nagle boom! Znajduje się. Tak mniej więcej było z przepisem na sernikowy placek jabłkowy. Wszyscy w domu o placku pamiętaliśmy, wspominaliśmy tylko nikt nie wiedział, gdzie jest przepis. I gdy już zapomnieliśmy, Mama nagle wyszperała (bo przecież wcale się nie zgubił!) go pośród wielu innych przepisów. A żeby znowu się nam nie schował, to umieszczam go i tutaj… dla Was, i dla siebie, bo starość nie radość- pamięć coraz gorsza.

Sernikowy placek jabłkowy

Ciasto:

  • 125 g mąki
  • 1 torebka cukru waniliowego
  • szczypta soli
  • 125 g mielonego chudego twarogu/ serka homogenizowanego
  • 125 g zimnego masła

Masa na ciasto:

  • 75 g kwaśnych jabłek
  • 125 ml śmietany 18%/ jogurtu naturalnego
  • 2 łyżki mąki
  • 150 g cukru
  • 150 g marmolady pomarańczowej/ brzoskwiniowej

Składniki na ciasto szybko zagniatamy i przez chwilę wyrabiamy ciasto (możliwe, że trzeba będzie dodać odrobinę więcej mąki, niż było podane; jeśli konsystencja będzie przez dłuższą chwilę zbyt luźna, dodajcie trochę mąki). Formujemy z niego kulę, zawijamy w folię spożywczą/ woskowijkę i chowamy do lodówki na min. godzinę.

Po tym czasie, tortownicę, wg oryginalnego przepisu 30 cm, u mnie było 25 cm, wykładamy papierem do pieczenia. Lekko wilgotnymi palcami wyłóżcie blaszkę ciastem, starając się zrobić ok. 3 mc brzegi. Piekarnik ustawiamy na 160 stopni

Jabłka myjemy, obieramy, wykrawamy gniazdka z nasionami i kroimy na ok 1 cm plastry (nie martwimy się, gdy wyjdą nam grubsze lub chudsze – wszystko i tak się upiecze i zje). Plastry układamy na cieście i pieczemy w piekarniku ok. 20 min.

W tym czasie szykujemy masę. Mąkę i cukier mieszamy z jogurtem (u mnie) albo śmietaną. Tak przygotowaną masę wylewamy na wyjęte z piekarnika ciasto i ponownie wstawiamy je do pieczenia na ok. 30 min.

Gdy czas minie, wyciągamy blaszkę, czekamy ok 5 min, tak by lekko przestygło, ale nadal było ciepłe i smarujemy je marmoladą – dzięki temu ciasto otrzyma piękną, lustrzaną powłokę… Będzie się aż błyszczeć.

Nie martwcie się, jeśli po przekrojeniu spód będzie wyglądał, jakby miał zakalec- jabłka puszczą sok. Jeśli użyjecie serka homogenizowanego (ja go używam) ciasto może być luźniejsze, niż w przypadku śmietany. Zacznijcie je wyrabiać i w razie potrzeby dodajcie odrobinę mąki, jak wspominałam. Ciasto nie powinno przeciekać nam między palcami w trakcie wyrabiania.