I arbuz i ogórek zielony ma garniturek


 Urlopy mają do siebie to, że najpierw czujemy się zagubieni, bo nagle mamy tyle wolnego czasu, że nie wiadomo, co z nim zrobić. Potem robimy milion planów – alb mamy je już przed wolnym, co i kiedy zrobimy… A gdy przychodzi koniec tego miłego i słodkiego nic nie robienia, okazuje się, że nie za dużo zrobiliśmy z tego, co sobie zaplanowaliśmy… Ok, może Wy tak nie macie, ale mój krótki urlop, który dzisiaj dobiega końca tak właśnie wygląda.

I niby coś porobiłam, odpoczęłam, to jednak odczuwam lekki niedosyt i w odpoczynku i w robieniu… Jestem teraz w jednym z moich ulubionych miejsc w Olsztynie, cieszę się pogodą, która robi się coraz lepsza (rano było zimno i padało więc, siedzę w swetrze i wyglądam, jakbym przechodziła menopauzę w wieku 33 lat), kawą i gofrem… Myślę tak o urlopie, myślę… i przypomina mi on sałatkę, którą zrobiłam w tym tygodniu. Niby nic szczególnego, a jednak – szybka, odświeżająca… Pozostawiająca jednak lekki niedosyt.

Sałatka z arbuzem, ogórkiem i fetą:

Składniki:

  • 3 kubki arbuza pokrojonego w kostkę
  • 1 1/2 ogórka
  • 1/3 fety
  • 3 łyżki oliwy
  • 1 łyżka soku z limonki
  • 2 łyżki listków mięty
  • sól, pieprz do smaku

Przygotowanie:

Arbuza kroimy w grubą kostkę. Ogórka obieramy, kroimy na pół i pozbywamy się ziaren. Następnie kroimy go w ćwiartki. Fetę kruszymy lub kroimy w kostkę. Wszystko mieszamy. Na koniec mieszamy oliwę z sokiem z limonki, dodajemy sól i pieprz wg uznania i polewamy sałatkę sosem. Całość posypujemy drobno porwanymi/ poszatkowanymi listkami mięty.

Nic już nie zjem… no, może kawałek serniczka…

Znacie to zdanie, prawda? Chyba wszyscy je znamy i najczęściej powtarzamy je w okolicach świąt. Fani serników dzielą się na grupy – „bez rodzynek” i „z rodzynkami”, są fajni serników na zimno, pieczonych, z polewą czy kruchym spodem… Każdy ma swój ulubiony. Jednak jest taki dzień w roku, który przypada właśnie dziś- to międzynarodowy dzień sernika, kiedy nie ma znaczenia, jaki, kto lubi sernik… ważne, by sernik został dzisiaj zjedzony.

U mnie dzisiaj na stole pojawił się sernik w ciut innej postaci – śmietanowca. Zastanawiałam się wczoraj, szykując się na wizytę gości, jaki sernik przygotować, na dziś. Jednak, gdy temperatura za oknem dochodzi czy też przekracza 30 stopni… liczy się tylko jedno- na szybko, na zimno… i smacznie.

Śmietanowca dawno już nie jadłam, a przepis dostałam dobre kilka lat temu od koleżanki z pracy. Dziś, po raz kolejny byłam jej za niego bardzo wdzięczna. Szybki i łatwy przepis na sernik, który przypadnie do gustu i smaku nie tylko dorosłym, ale i dzieciom dzięki kolorowym galaretkom, sprawdzi się idealnie na wakacyjnych spotkaniach z najbliższymi.

Śmietanowiec:

2-3 ulubione galaretki

250 ml śmietanki 30%

mały cukier waniliowy

3 łyżki cukru

1 płaska łyżka żelatyny

3/4 szklanki wody

Przygotowanie:

Galaretki przygotowujemy według przepisu na opakowaniu, zmniejszając jednak ilość wody do 1 1/2 szklanki wody. Mieszamy. Tak przygotowane galaretki przelewamy do pojemniczków i gdy przestygną chowamy do lodówki. Ścięte galaretki kroimy nożykiem na kwadraty/prostokąty i mieszamy razem.

Do 3/4 szklanki gorącej wody dodajemy żelatynę oraz cukry i dokładnie mieszamy. Gdy całość przestygnie, wlewamy śmietankę i mieszamy. Następnie dodajemy kolorowe galaretki i ponownie mieszamy. Całość przelewamy do formy i chowamy do lodówki, aż całość zastygnie.