Sałatka zerowaste z ziemniaków i rzodkiewki

Co zrobić z kilkoma ziemniakami, które zostały nam z obiadu? Jak wykorzystać kilka rzodkiewek, które zachowały się z kupionego pęczka? Zrobić z nich banalnie prostą i szybką sałakę, która idealnie sprawdzi się jako lekka kolacja czy przekąska do pracy.

Sałatka ziemniaczana z rzodkiewką

  • ugotowane ziemniaki
  • rzodkiewki
  • 2 łyżki gęstego jogurtu naturalnego/ skyru
  • łyżka majonezu
  • koperek
  • sól, pieprz

Ugotowane ziemniaki kroimy w grube kostki, rzodkiewki w ćwiartki i przekładamy do miski. W miseczce łączymy majonez z jogurtem, dodajemy sól oraz pieprz a także posiekany koperek. Całość mieszamy i czekamy kilka minut, by smaki się lekko przegryzły.

** Protip: Jeśli macie problem z rzodkiewkami i szybko Wam „więdną” umyjcie je, oberwijcie liście (można z nich zrobić np. pesto). Do słoiczka lub woreczka strunowego nalejcie zimnej wody i włóżcie rzodkiewki do środka i dokładnie zamknijcie (ważne by woda lekko je zakrywała). Następnie włóżcie słoiczek/ woreczek do lodówki. Zmieniajcie wodę co 2 dni. W ten sposób rzodkiewka przedłuży swoją świeżość.

Kokosowe placuszki z owocami

Rok szkolny, powroty do pracy i odwieczny problem, co zjeść na śniadanie lub drugie śniadanie. Szybkie i pożywne placuszki kokosowe będą idealna na śniadanie w domu, czy przekąska w pracy lub szkole. Ich przygotowane nie zajmie dużo czasu, a dzięki przemycimy owoce do naszej codziennej diety.

Kokosowe placuszki (ok. 6 sztuk)

  • 1 jajko
  • 30 g mąki kokosowej
  • 20 g płatków owsianych
  • 5-10 g oleju rzepakowego
  • 100 g napoju kokosowego/mleka
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 – 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • ulubione owoce
  • syrop klonowy – opcjonalnie

Wszystkie składniki, poza owocami i syropem klonowym, miksujemy. Masa po zmiksowaniu będzie przypominać pulpę, dlatego gdy będzie się wydawała zbyt sucha można dodać jeszcze odrobinę mleka.

Nakładamy masę łyżką na rozgrzaną patelnię. Smażymy na małym ogniu, aż każda ze stron uzyska złoty kolor.

Gotowe placuszki przekładamy na talerz, dodajemy ulubione owoce i polewamy syropem klonowym.

Sałatka z bobem

Jakoś nigdy nie przepadałam za bobem. I przez wiele lat w ogóle go nie jadłam. Jednak w tym toku strasznie ze mną chodził. Dlatego gdy zobaczyłam go na straganie nie zawahałam. A przepis, dzięki któremu polubiłam bób jest przepisem na sałatkę z bobu i awokado od Kwestii Smaku (uwielbiam jej przepisy).
Poniżej właśnie ten przepis (z malutkimi zmianami)

Składniki:

  • szklanka ugotowanego bobu
  • ulubiona zielenina – min sałat, rukola, roszponka itp.
  • 1 dojrzałe awokado
  • 2 jajka
  • grzanki
  • tarty parmezan (wedle uznania)

Sos:

  • 3 łyżki oliwy
  • 3 łyżeczki syropu klonowego
  • 1,5 łyżki soku z cytryny
  • sól, pieprz

Bób płuczemy i wrzucamy do osolonej wrzącej wody. Gotujemy, aż stanie się miękki. Gdy będzie już miękki odcedzamy i zalewamy zimną wodą, a po ostygnięciu obieramy. Awokado obieramy i kroimy w kostkę. Sałatę płuczemy i dzielimy na mniejsze kawałki. Mieszamy ją z połową winegretu i nakładamy na talerze. Dodajemy awokado i bób, doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Przygotowujemy grzanki i posypujemy nimi sałatki. Jajka gotujemy na twardo lub w koszulkach i układamy na sałacie. Na koniec, całość posypujemy parmezanem i polewamy resztą sosu.

Restaurant Week – Restauracja u Artystów

W niedzielę zakończyła się kolejna edycja Restaurant Week Polska. Swoją ostatnią kolację postanowiłam zjeść w Restauracji u Artystów. Cieszyłam się na nią bardzo, bo od samego początku miałam upatrzone dwie pozycje w menu…

Na przystawkę – kaszanka 2.0.

Na dzień dobry na stole pojawił się hummus w trzech smakach (tradycyjnym, paprykowym i buraczkowym) z domowym, pulchniutkim chlebem. Lekko, miło i przyjemnie, chociaż przyznaję, że hummus jem z warzywami i w takim wydaniu najbardziej mi smakuje, a podanie z chlebem lekko mnie zaskoczyło. Hummus zniknął dość szybko, a po drugiej stronie stołu usłyszałam krótkie – „Dobre, szkoda, że nie było więcej. Czekam na resztę.”

Następnie pojawiła się ona – kaszanka. W dodatku zapiekana z kozim serem na pumperniklu i z sosem z moreli. Było to jedno z dwóch dań, na które bardzo czekałam wybierając się do Artystów. Połączenie kaszanki, którą zazwyczaj podaje się z cebulką czy duszonym jabłkiem, z kozim serem było bardzo dobrym pomysłem Szefowej Kuchni. W takiej odsłonie, kaszanka otrzymała nową twarz, bardziej wytrawną i elegancką, niż dotychczas. A mi, fance koziego sera, serce rosło z każdym kawałkiem, który trafiał do ust.

Danie główne – vege BOOM!

Propozycja dań głównych to wegeburger z domową brioszką. Zamiast mięsa w bułce znalazł się sezonowy bób i pokrzywa oraz mięta. Do tego jajko sadzone – kocham je, szparagi oraz konfitura z pomidorów. Całość dopełniły frytki z pieczonych warzyw korzennych. Była to naprawdę bardzo fajna opcja dla nie mięsożerców czy też osób, które za mięsem po prostu nie przepadają. To, co urzekło mnie w tym daniu najbardziej, to wykorzystanie obecnego sezonu warzywnego, który właśnie wchodzi w swój szczyt. Połączenie bobu z miętą oraz pokrzywą, tak często ignorowaną w kuchni, z jajkiem oraz szparagami, to prawdziwe wiosenno – letnie „boom” dla kubków smakowych…

Drugim głównym daniem była glazurowana noga kaczki z żurawiną, gołąbkiem leśnym z pęczakiem i kremową botwinką. Pierwszą rzeczą, na którą zwróciłam uwagę było efektowne podanie. A kwiat nasturcji był przysłowiową kropką nad „i”. Co do smaku – kaczka smaczna, choć osobiście wolę, gdy jest bardziej soczysta. Botwinka kremowa, delikatna, może ciut za bardzo delikatna w smaku. Brakowało mi większego akcentu żurawiny, bo bardzo ją lubię, jako dodatek do mięs. Nie małym zaskoczeniem był dla mnie gołąbek. Idealnie przygotowany pęczak z kremowym sosem grzybowym – i nawet gdybym dostała sam pęczak w takim wydaniu, zjadłabym bez gadania i jeszcze mlaskała z zachwytu.

A na deser – trochę śmieszno, trochę straszno

Deser był drugą rzeczą, na którą tak bardzo czekałam idąc do Artystów. Wiedziałam,
że go nie oddam. Dlatego pucharek, a raczej puchar z eton mess oddałam, ale oczywiście też spróbowałam. Bo deserów tak łatwo nie oddaję. Sos z truskawek, pokruszona beza, krem i ziemia czekoladowa. Eton mess to deser bałagan, chociaż taki bałagan to nic innego, jak prawdziwy artystyczny nieład uzupełniających się smaków.

I przyszedł czas na sernik… Kremowy z ciepłymi malinami i prażonymi płatkami migdałowymi. Gdy zobaczyłam go w menu, wiedziałam, że musi być mój. Bo chociaż sernikowa nie jestem, sernik od Artystów uwielbiam. I tu, niestety, zaczyna się mój koszmar albo tragikomedia. Sernik miał być zwieńczeniem kolacji. Niestety, rozczarowanie czy też zawód był równie duży jak moja radość na myśl o nim. I nie chodzi tutaj o smak, czy konsystencję. Nie. Ten kremowy sernik u Artystów, to moim zdaniem, jeden z najlepszych serników, jakie można zjeść w Olsztynie. Idealnie kremowy, na kruchym maślanym spodzie. Mistrzostwo. Jeśli kiedyś zawitacie na Kołłątaja 20 i zobaczycie w karcie kremowy/ nowojorski (bo czasami skrywa się i pod taką nazwą) sernik – zamawiajcie. Skąd więc mój zawód? Z porcji. Była ona tak mała, że nie zdążyłam na dobre poczuć smaku, a sernika już nie było.

Nie wiem, czy tylko ja miałam takiego pecha – szczerze, mam nadzieję, i to ogromną, że tak. Że to ja trafiłam na tak skromny kawałek podczas całego Festiwalu. Nie wyobrażam sobie rozczarowania osoby, która pierwszy raz wybrała się od Artystów skuszona naprawdę ciekawymi i smacznymi propozycjami menu na Restaurant Week. I szczerze wierzę, że była to jednorazowa wpadka podczas Festiwalu. A że trafiła na mnie? Cóż…O dawna wiem, że w życiu nie zawsze można mieć wszystko…Ale chociaż szwy w moich letnich spodenkach odetchnęły z ulgą.

Podsumowując – Artyści przygotowali naprawdę ciekawe menu. Zarówno mięsne jak i wege. Dania były naprawdę bardzo ciekawe, do tego ładnie podane, i co najważniejsze smaczne. Mam nadzieję, że Ich przygoda z Restaurant Week dopiero się zaczyna, bo potencjał jest bardzo duży i warto to wykorzystać .