Piracki skarb – Nie Lada Ryba

Idąc do Pirata, a dokładniej do Restauracji „Nie Lada Ryba” przy Hotelu Pirat byłam nieświadoma kilku rzeczy, m.in. że odbyły się tam Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler. Bo o Piracie słyszałam nie raz, jednak nigdy nie przypuszczałabym, że weźmie on udział w Restaurant Week ani, że Festiwal mnie do niego zaprowadzi. Czy wyszła na jaw moja ignorancja? Być może… Wizycie u Pirata od początku (a nawet jeszcze przed) towarzyszyły mi skrajne odczucia i szczerze, towarzyszą nadal choć minęło od niej już trochę czasu.

Menu A

To zdecydowanie propozycja dla wilków morskich. Biała zupa rybna z sandaczem, to delikatna zupa, zabielana śmietaną. To, co od razu zwróciło moją uwagę to… olbrzymia porcja – jak się z czasem okazało, każdego dania. Jako antyfanka zup rybnych, które zazwyczaj są ciężkie i o specyficznym zapachu, tę zjadłam z przyjemnością. Nie była kwaśna, za to pełna delikatnych kawałków sandacza, startej marchwi i pietruszki.

Kolejne danie wzbudzało moją największą ciekawość po zapoznaniu się z menu. Napoleonka z sandacza przełożona szpinakiem podana z puree chrzanowym i szparagami. Czekałam na to danie główne wyobrażając sobie piękny filet z sandacza pomiędzy kawałkami ciasta… Zdziwienie było wielkie – cóż, taka jest chyba kara za nieoglądanie Kuchennych Rewolucji, których jestem szczerą antyfanką z wielu powodów. Oto przed oczami wyłonił mi się wielki talerz, na którym znalazły się dwa filety z sandacza, a pomiędzy nimi kotlet z mielonego mięsa sandacza i dorsza, złożone w tytułową napoleonkę. Filety były dobrze usmażone, kotlet wilgotny, szparagi naprawdę dobrze przyrządzone a chrzanowe puree podkręcało smak ryby. Do tego wiosenne surówki. I tu, po raz pierwszy przyznam rację Pani Gessler – napoleonka to bardzo dobry pomysł, zarówno jeśli chodzi o wykonanie, jak i smak potrawy.

Gdy myślałam, że wielkość porcji mnie już nie zaskoczy, pojawiła się szarlotka z lodami. Była to porcja, którą spokojnie mogłyby się najeść trzy osoby. Ciepłe ciasto z jabłkami, lodami i bitą śmietaną to wakacyjny klasyk, wszędzie.

Menu B

To propozycja typowo mięsna, którą rozpoczyna żurek z białą kiełbasą i jajkiem. Żur gęsty, z dużą ilością kiełbasy i jajkiem. Dla mnie trochę za słony i kwaśny, dla pirata w składzie testującym menu, okazał się być idealny.

Polędwiczki wieprzowe w sosie kurkowym z ziemniakami opiekanymi w ziołach, to danie główne. Delikatne mięso w bardzo smacznym, prawdziwym, kurkowym sosie. Wakacyjny klimat polędwiczek dopełniły opiekane ziemniaki i surówki. Danie, wbrew pozorom lekkie i bardzo sycące.

Zwieńczeniem menu B, były naleśniki smażone na klarowanym maśle z musem twarogowym. Delikatne i puszyste z musem twarogowym, o który obawiałam się najbardziej. Spodziewałam się mocniej zmielonego twarogu, a mus okazał się być nie tylko lekki ale też nie przesłodzony. Smażone na klarowanym maśle naleśniki przypomniały mi naleśniki, które jadłam będąc dzieckiem – pachnące masłem i… miłością, bo masło to miłość, a masła i miłości nigdy za wiele.

Testując oba menu czuliśmy się nie jak w Olsztynie, stolicy Warmii, a jak na Mazurach. Piękna pogoda, szum trzcin i zlewający się na horyzoncie błękit jeziora i nieba. Przez te niespełna 2 godziny poczułam się jak na wczasach, z dodatkowym bonusem w postaci dobrego, domowego jedzenia i braku dobrze najedzonych panów bez koszulek.

I tutaj muszę przyznać rację wspomnianej już Magdzie Gessler. U Pirata zjecie naprawdę smaczne domowe jedzenie, a porcje są duże, by nie powiedzieć, że bardzo duże. Szefowa Kuchni ma olbrzymie serce do tego, co robi. Jej pokora i skromność są widocznie już przy pierwszych wymienionych zdaniach. Co więcej, przyznaje bez wahania, że najbardziej lubi prostą, domową kuchnię i taką też przygotowuje dla gości. Bardzo mi się to spodobało.

W obecnej modzie na to by robić dziwne rzeczy z prostych dań, by dokonywać dekonstrukcji potraw dobrze znanych, by brać udział w wyścigach na najbardziej oryginalne podanie, bierze udział wielu kucharzy. Jednak nie w każdym wyścigu warto brać udział, za to zawsze warto robić to, co podpowiada nam intuicja. A intuicja Szefowej Kuchni ma się świetnie. Trwa przy tym, co zna i umie- dania przez nią przygotowywane są naprawdę smaczne, a porcje solidne.

Jednak Festiwale, zwłaszcza kulinarne, mają do siebie to, że pokazują nam coś ekstra. Zaskakują właśnie czy formą dania czy jego smakiem. I choć ta edycja Restaurant Week polega na tym, że restauracje podają dania ze stałych kart. Nie mogę negatywnie ocenić smaku, wielkości dań czy ich podania… Jednak byłoby naprawdę miło zobaczyć i zjeść coś przygotowanego specjalnie na Festiwal. Dlaczego? Bo Festiwal to czas świętowania przy fajerwerkach. I tego mi właśnie zabrakło – mocnych, kolorowych fajerwerków i pirackiego abordażu na Festiwal.

Restauracja Nie Lada Ryba/Hotel Pirat&SPA, ul. Bałycka 95, Olsztyn

SelerLove…czyli wiosenna sałatka z selera naciowego

Wiosna ma do siebie to, że każdy z nas, albo większa część ma ambitny plan ( w końcu) wziąć się za zdrowe gotowanie i zdrowy styl życia. Wszyscy rzucamy się na świeże warzywa i owoce, zwłaszcza te, na które czekaliśmy cały jesienno-zimowy sezon. Jest jednak warzywo, bardzo zdrowe, zielone i dostępne cały rok. I choć może jego smak nie rzuca na kolana, to w połączeniu z innymi dodatkami daje naprawdę efekt „wow”… Seler naciowy, bo to o nim mowa, najczęściej jest jadany w postaci soku albo jako dodatek do hummusu. Dlaczego warto pamiętać o selerze naciowym w naszej diecie? Bo bardzo dobrze wpływa na nasz wzrok, chroni naszą skórę przed promieniowaniem UV, ma działania przeciwnowotworowe, jest świetnym wsparciem dla naszego układu sercowo -naczyniowego. Co więcej, doskonale wspiera nasz organizm w walce z anemią i… korzystnie wpływa na stan naszej skóry. Ja wykorzystałam go do wiosennej i orzeźwiającej sałatki, która sprawdzi się również w letnie, upalne dni.

Orzeźwiająca sałatka z selera naciowego

  • 5- 6 łodyg selera naciowego
  • 1 średni ogórek
  • 2-3 garście roszponki
  • 100 g sera z niebieską pleśnią
  • ok kiści winogron (u mnie różowe, które są słodsze od zielonych i fioletowych)

Sos*:

  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • łyżeczka musztardy
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • szczypta pieprzu

Łodygi selera naciowego myjemy i odcinamy po kawałku z obu końców – pozbędziemy się przesuszonych i łykowatych końcówek. Następnie kroimy w cienkie „plasterki”.

Roszponkę i winogrona myjemy i delikatnie osuszamy. Ogórka myjemy i obieramy ze skórki, kroimy w ćwiartki (jeśli nasiona są przerośnięte a środek zbyt wilgotny -wycinamy je). Winogrona kroimy na pół.

Do słoiczka wlewamy oliwę, dwie lub trzy łyżki sou z cytryny lub limonki i dodaj łyżeczkę ulubionej musztardy (jeśli lubimy ostrzejsze smaki, możemy dodać więcej musztardy) Zakręcamy słoiczek i energicznie mieszamy, aż wszystko się dobrze połączy.

Do miski wsypujemy wszystkie składniki i delikatnie mieszamy. Na koniec dodajmy pokrojony lub pokruszony ser i oblewamy całość sosem oraz posypujemy świeżo mielonym pieprzem.

*jeśli chodzi o sos od razu robię podwójną porcję, ponieważ bardzo lubię duże ilości sosu w sałatkach.

Wielkanocna kanapka z pasztetem

Kolejna nietypowa Wielkanoc… A skoro ostatnio wszystko jest dziwne, to czemu nie zrobić na niedzielne śniadanie wielkanocnej kanapki?

Składniki:

  • chleb,
  • masło,
  • pasztet,
  • chrzan,
  • powidła śliwkowe,
  • opcjonalnie sałata,
  • jajko,
  • szczypior

Kromki chleba smarujemy masłem. Pasztet kroimy na plasterki i kładziemy na chleb. Chrzan (2 łyżki) mieszamy w miseczce z powidłami śliwkowymi ( duża łyżeczka). Tak przygotowany chrzan nakładamy na kanapkę. Jeśli mamy i lubimy możemy dodać liście sałaty, pokrojone w kostkę czy w plastry jajko na twardo i posypać posiekanym szczypiorem.

Chilli con carne

Jakiś czas temu dostałam do przetestowania paczkę PR od Nielone Polska – ekipy z Poznania, która stworzyła roślinny odpowiednik mielonego mięsa. Chili con carne chodziło za mną od dawna a paczka do przetestowania była przysłowiową kropką nad „i”, by je przygotować. Ale zanim przejdziemy do przepisu kilka słów o głównym bohaterze dania.

Skąd się wziął pomysł na Nielone? W czasach gdy coraz więcej z nas ogranicza mięso lub całkowicie z niego rezygnuje dobrze mieć choć namiastkę mięsa. Nielone powstało, by zaspokajać tę potrzebę bez wykorzystywania zwierząt. Tym samym dbamy o środowisko zmniejszając ślad węglowy przy jego produkcji. Co więcej, nie tracąc na jakości i smaku. Nielone wygląda i zachowuje się jak mięso, a jego zapach (lekko słony) jest również zbliżony do „oryginału”. To, co najbardziej mi się spodobało to brak zapachu „smażaka”, który często towarzyszy przy smażeniu mięsa. Nielone nie potrzebuje tłuszczu, a jeśli już to jego znikomą ilość. Przy pulpecikach, które przygotowywałam dzień później nie musiałam używać jajka, dzięki czemu mogą go jeść weganie. Samo „mięso” jest delikatne w smaku, bez przypraw może być podawane również dzieciom. Po przyprawieniu i przygotowaniu chilli con carne nie było najmniejszej różnicy między mielonym a mięsem. Chili jedli nieświadomi mięsożercy i byli bardzo zaskoczeni, gdy dowiedzieli się, że jedzą roślinny odpowiednik mięsa. Przy pulpecikach różnica w smaku była już bardziej wyczuwalna, ale wciąż przypominało w smaku i fakturze mięso.

Oprócz walorów smakowych i zapachowych Nielone zrobiło na mnie wrażenie również swoim składem:

A teraz czas na… pikantne chili con carne – idealne na jeszcze lekko chłodne, wiosenne dni.

Chili con carne

składniki:

  • 500 g nielonego
  • 2-3 puszki krojonych pomidorów
  • 1 cebula
  • 2 spore ząbki czosnku
  • 1,5 łyżeczki chilli w proszku
  • 1 łyżeczka kuminu
  • 1 łyżeczka słusznego oregano
  • 1 łyżeczka sproszkowanej czerwonej papryki
  • 1,5 łyżki koncentratu/przecieru pomidorowego
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 czerwona papryka
  • 1 puszka kukurydzy
  • 1 puszka czerwonej fasoli
  • jogurt
  • chili
  • świeża kolendra
  • nachosy/ryż
  • oliwa
  • sól, pieprz
  • 100 ml wody – opcjonalnie

Na patelni rozgrzewamy oliwę. Cebulę i czosnek szatkujemy na drobno i podsmażamy, aż się zeszkli. Dodajemy chilli w proszku, paprykę, oregano oraz kumin. Mieszamy. Chwilę smażymy, a następnie dodajemy przecież pomidorowy i dokładnie mieszamy. Podsmażamy kilka minut po czym dodajemy nielone (lub w wersji dla mięsożerców mielone mięso). Dokładnie mieszamy, by wszystkie składniki pokryły mięso. Smażymy.

Gdy mięso będzie już podsmażone dodajemy pomidory. Ostrożnie mieszamy. Dodajemy sól, pieprz i cukier. Ponownie mieszamy. Przykrywamy i dusimy ok 20 min. W tym czasie kroimy w grubą kostkę paprykę. Odsączamy i płuczemy kukurydzę i fasolę. Po upływie ok. 20 min dodajemy paprykę i dusimy przez 5-10 min. Na koniec dodajemy kukurydzę i fasolę. Jeśli chili wyszło zbyt gęste możemy dodać ok 100 ml wody.

Przygotowane chili podajemy z ryżem lub nachosami z dodatkiem jogurtu i kolendry oraz świeżego chili.